Klasztor w Warszawie p.w. św. Ryszarda Pampuri

Konferencja 8 – Uczucia

UCZUCIA

Wiedza na temat zjawisk emocjonalnych jest coraz większa, jednak ciągle zdarzają się ludzie, którzy dzielą uczucia na negatywne – złe i pozytywne – dobre, co często wiąże się z nadawaniem im znaczenia moralnego, czyli są uczucia grzeszne – niedopuszczalne oraz uczucia moralne – dopuszczalne. Niekiedy za pozytywne uważa się te uczucia, które są w odbiorze przyjemne, np. radość, spokój, miłość, a za negatywne te, które w odbiorze są nieprzyjemne, np. gniew, zazdrość czy lęk. Czasem spotyka się pogląd, że niektóre z uczuć są szkodliwe dla ich właściciela. Dlatego stwierdza się, że nie ma uczuć pozytywnych lub negatywnych. Uczuć doświadcza człowieka przyjemnych – radosnych lub przykrych – bolesnych. Uczucia nie mają wartości moralnej, są obojętne i zmienne. Znaczenie moralne mają czyny podejmowane pod ich wpływem.

Uczucia przyjemne lub przykre

Przyjmując fałszywy podział uczuć, za pozytywne należy uznać, np. radość. Narkoman uzależniony od heroiny poczuje radość, gdy będzie mieć już zapewnioną codzienną dawkę narkotyku. „Miłość” z kolei będzie czuł kochanek jadący do swej kochanki. I może nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że ona ma męża i troje dzieci. I w ten oto sposób „uczucia pozytywne” jakoś przestają być pozytywne. Co jednak z gniewem, zazdrością, lękiem? Czyż niektóre z tych uczuć, nazywane „negatywnymi”, nie są nawet w katechizmie wymieniane jako grzechy główne? Jak zatem je traktować?

Gdyby odczuwanie gniewu było grzechem, jak wytłumaczyć sytuacje opisane w Ewangelii, w których Jezus czuł gniew.[1] A uczucie zazdrości? W Piśmie Św. jest napisane o zazdrosnej miłości Pana Zastępów. A lęk? Co byłoby ze zdrowiem i z życiem osoby, gdyby nie czuła lęku w momentach niebezpiecznych? Tak więc każde uczucie, nawet to powszechnie uznawane za nieprzyjemne, ma do spełnienia jakieś ważne zadanie. Uczucie gniewu, np. jest motorem rozwoju i bywa niezbędne dla utrzymywania relacji – wbrew powszechnie panującym opiniom. Jeśli w niej nie pojawia się gniew, bardzo często nie jest to objaw jedności, lecz śmierci związku. Gniew daje siłę życiową i pozwala stawiać granice oraz bronić wartości. Uczucie zazdrości, z kolei, również może pobudzać do rozwoju, a także do tego, aby afirmować osiągnięcia innych. Opinia wypowiedziana pod wpływem dobrze przeżywanej zazdrości: Czuję zazdrość z powodu twego osiągnięcia! Musiałeś się wiele napracować! Też chciałbym kiedyś w przyszłości osiągnąć coś takiego! – brzmi bardzo pięknie i jest wyrazem podziwu i szacunku dla czyjejś pracy. Wiele osób w fatalny sposób traktuje swoje emocje seksualne – nie cieszy się nimi, lecz uważa je za coś złego lub niemoralnego, tak jakby Bóg pomylił się, obdarzając nimi ludzi.  „Biedne uczucia negatywne” – jakże często nie są rozumiane i akceptowane przez tych, którzy je odczuwają!

Uczucia komunikują

Jedną z najważniejszych ról, jakie spełnia w naszym życiu sfera emocjonalna, jest komunikacja. Uczucia komunikują osobę ze światem zewnętrznym, z drugim człowiekiem, z samym sobą i z Bogiem. Człowiek często nie zdaje sobie sprawy z tego, jak wiele informacji dociera do niego właśnie kanałem emocjonalnym. Nawet przyroda nieożywiona bywa odbierana tą drogą. To, że z drugą osobą ktoś się komunikuje, wyrażając i odbierając emocje, jest oczywiste. Podobnie jest z modlitwą, jeśli ma być w pełni ludzka i chrześcijańska, będą towarzyszyć jej uczucia. Spotkanie z tak zachwycającą Osobą, jaką jest sam Bóg, zawsze się odbija w emocjonalności osoby. Słowa: komuniakomunikacja mają wspólny źródłosłów. Sam ten fakt wskazuje na coś ważnego: bez komunikacji nie ma komunii. Gdy sfera emocjonalna nie funkcjonuje właściwie, miłość – komunia przestaje być możliwa.[2]

Tłumienie uczuć

Czasem rodzice mogą nieświadomie przyczynić się do powstawania u swoich dzieci problemów emocjonalnych, związanych z tłumieniem uczuć. Jeśli z różnych powodów nie pozwalają im wyrażać gniewu, bólu, smutku, lęku, może się zdarzyć, że dziecko zaczyna w sobie tłumić te uczucia. Gdy maluch przewróci się i płacze, nie należy mu wmawiać, że „już nie boli”, nawet jeśli bardzo chce się, aby już nie bolało. Przeciwnie, warto mu pozwolić płakać i tuląc nazywać ze zrozumieniem to, co dziecko odczuwa: Wiem, że boli, bardzo boli. Trzeba pozwolić dzieciom wyrażać ich gniew – w sposób akceptowalny społecznie, a także nie przerażać się, gdy budzi się w nich ciekawość ciała oraz uczucia seksualne. Tłumienie uczuć może być także wynikiem negatywnego doświadczenia dziecka, jeśli dorośli w jego otoczeniu, pod wpływem jakiegoś uczucia, np. gniewu, robili złe rzeczy. Powstaje wtedy fałszywe przekonanie, że gniew jest zawsze związany z przemocą.

Niektórzy ludzie starają się „wykasować” swoją emocjonalność jako sferę zbędną lub nawet szkodliwą. Tłumią uczucia dlatego, że zostali zranieni w dzieciństwie przez molestowanie, wyśmianie lub odrzucenie. Ich emocjonalność „boli” – ból się zmniejsza, gdy pewnych uczuć do siebie nie dopuszczają. Jednak nie da się wytłumić selektywnie jednego uczucia, pozostawiając wyłącznie te „chciane”. Emocjonalność można porównać do elektronicznego instrumentu klawiszowego: klawiatura to cała paleta uczuć, a każde uczucie to jeden klawisz. Nie można wyciszyć tylko jednego klawisza. Ścisza się wszystkie albo żadnego. Jeśli ktoś tłumi w sobie gniew lub uczucia seksualne, poddaje represji całą sferę emocjonalną. Kto nie potrafi czuć gniewu, ten także nie będzie potrafił kochać.

Uczucia informują

Zatem bez świadomej współpracy z uczuciami, nie będzie można rozpoznać struktury ja fałszywego. Okazuje się bowiem, że uczucia powszechnie kwalifikowane do grupy „negatywnych” są równocześnie uczuciami pojawiającymi się w momentach kluczowych dla rozwoju. Emocjonalność nie komunikuje wyłącznie ze światem zewnętrznym, ale także – i to jest bardzo ważne! – z ludzkim wnętrzem. Uczucia mogą wiele powiedzieć o mechanizmach obronnych osoby. Należy tylko chcieć ich wysłuchać oraz zrozumieć ich język.

Sferę emocjonalną można porównać do echosondy znajdującej się na statku. Normalnie nie widać dna oceanu, jednak wiadomo, że znajdują się tam góry, doliny, wraki, płycizny i rafy. Wszystko to zagraża bezpieczeństwu żeglugi, dopóki jest niewidoczne dla kapitana okrętu. Echosonda pozwala mu dostrzec coś, co normalnie jest ukryte pod lustrem wody. W podobny sposób działa ludzka psychika. Człowiek ma zranione serce, gdzieś głęboko nosi w sobie pęknięcie grożące katastrofą. Nie można tego odkryć inaczej, niż odczytując fale, które wysyła to pęknięcie, rezonując z okolicznościami zewnętrznymi. Te fale to właśnie uczucia. Dzięki nim człowiek dostaje informacje z wnętrza, niedostępne w inny sposób. Uczucia nie mówią o tym, co należy robić, ale informują o tym, co dzieje się w osobie – a nie w świecie zewnętrznym. Jak to często jest mylone – niektórzy, przeżywając gniew, są przekonani, że to inni się na nich gniewają.

Emocje są „niezawisłą ławą przysięgłych”, która wyraża opinię na temat naszego wnętrza, niezależnie czy człowiek sobie tego życzy, czy nie; są jak posłaniec, który chce dostarczyć wiadomość. W starożytności posła przynoszącego złe nowiny zabijano, jakby to coś mogło zmienić. Ale właśnie w ten sposób niektórzy postępują z własnymi, niewygodnymi dla siebie uczuciami! Inni pozwalają wysłannikowi przejąć dowodzenie, to także jest błąd! Posłańca trzeba wysłuchać – ani więcej, ani mniej. Gdy to się zrozumie, to wówczas osoba przestanie pracować nad uczuciami, próbując je modyfikować, a zacznie z nimi współpracować, przyjmując informację, którą mają jej do przekazania.

Może się zdarzyć, że nie będzie można właściwie zinterpretować swoich uczuć. Wtedy pojawia się potrzeba kierownictwa, terapii lub choćby dojrzałej przyjaźni. Życzliwy człowiek, wolny wewnętrznie na tyle, że nie zawaha się powiedzieć danej osobie czegoś trudnego, staje się nieocenionym darem na drodze rozwoju. Jest on w jakimś sensie niezbędny, bo bez pomocy z zewnątrz bardzo trudno właściwie ocenić samego siebie.[3]

[1] Wszedł znowu do synagogi. Był tam człowiek, który miał uschłą rękę. A śledzili Go, czy uzdrowi go w szabat, żeby Go oskarżyć. On zaś rzekł do człowieka, który miał uschłą rękę: ,,Stań tu na środku!” A do nich  powiedział: ,,Co wolno w szabat: uczynić coś dobrego czy coś złego? Życie ocalić czy zabić?” Lecz oni milczeli. Wtedy spojrzawszy wokoło po wszystkich z gniewem, zasmucony z powodu zatwardziałości ich serca, rzekł do człowieka: ,,Wyciągnij rękę!”. Wyciągnął, i ręka jego stałą się znów zdrowa (Mk 3, 1-5).

[2] Wiele osób tłumi swoją emocjonalność z tej przyczyny, że pewne uczucia, które się w nich rodzą, odbierają jako grzeszne lub niechrześcijańskie. Przykładem jest pewien młody mężczyzna, który „wyhodował” w sobie poważną nerwicę lękową. Wszystko zaczęło się od momentu, gdy otrzymał z rąk katechety książeczkę do nabożeństwa. Rachunek sumienia brzmiał w niej mniej więcej tak: Czy nie gniewałeś się na mamę? Czy nie gniewałeś się na tatę? Czy nie denerwowałeś się na panią nauczycielkę? I tak dalej, i tak dalej. Przytoczone pytania dotyczyły więc uczuć, które uznano za grzechy. Nieszczęście tego człowieka polegało na tym, że niezwykle przejął się pierwszokomunijnym rachunkiem sumienia i robił wszystko, aby nie czuć gniewu i zdenerwowania. Książeczka, którą otrzymał w wieku ośmiu lat, była podstawą jego przygotowania się do spowiedzi aż do wieku dorosłego. W miejsce tłumionych uczuć asertywnych pojawił się lęk. Niewiele brakowało, by pojawiły się u niego natręctwa.

[3] Zrozumienie własnych stanów emocjonalnych wymaga czasu i cierpliwości. Zdarza się, że rozum nie jest w stanie właściwie zinterpretować uczucia, które się rodzi.

Widzi się kogoś pierwszy raz i w żaden sposób nie można dojść do tego, dlaczego ten „ktoś” wywołuje mieszaninę gniewu i lęku. Nic złego nie zrobił, a czuje się do niego niechęć lub potrzebę zaatakowania. Dlaczego tak się dzieje? Rozum jeszcze nie wie. Dopiero po dłuższym czasie dociera do człowieka, że ten mężczyzna miał na sobie taką samą kamizelkę, jaką nosił jego nauczyciel w-f (działo się to trzydzieści lat temu), który kiedyś upokorzył go przy całej klasie. Uczucie przyszło ostrzec: Uważaj, ten człowiek może zrobić ci krzywdę, bo przypomina tamtego sprzed lat. Rozum jest od tego, aby zweryfikować realność zagrożenia: czy wycofać się, obronić lub zwyczajnie kontynuować rozmowę.

Są ludzie, którzy poczuwszy coś podobnego, staliby się agresywni wobec Bogu ducha winnego mężczyzny w kamizelce. Znajdą się też takie osoby, które czując nieuzasadniony, w ich ocenie, gniew wobec bliźniego, niezwłocznie szukałyby konfesjonału, aby się wyspowiadać z ,,niedostatku w miłości”.

[4] Zob. W. Półtawska, Beskidzkie rekolekcje. Dzieje przyjaźni księdza Karola Wojtyły z rodziną Półtawskich, dz. cyt., s. 48.

[5] Dla przykładu weźmy uczucie głodu. Noworodek w ogóle nie odróżnia siebie od swoich uczuć. Kiedy poczuje głód, niejako cały staje się głodem i dlatego płacze. To, co czuje, jest „wszechogarniające”. W miarę rozwoju, jeśli dziecko ma mądrych rodziców, podejmujący decyzje ośrodek wolitywny, zaczyna się oddalać od ośrodka uczuciowego: gdy dwulatek jest głodny, nie będzie już płakał, choć trzeba szybko mu dać jeść. Dziecko starsze może – i powinno! – nauczyć się dłużej odczuwać głód i wbrew reklamom telewizyjnym, nie zaspokajać go natychmiast. Takiemu dziecku warto powiedzieć: Poczekaj, za godzinę będzie obiad. To nie tylko kwestia wygody, ale praca nad tym, aby młody człowiek dojrzewał: aby uczył się, że może odczuwać coś nieprzyjemnego i nie musi działać natychmiast. W ten właśnie sposób „ja” oddala się od „czuję”, aż do tego stopnia, że człowiek czując śmiertelny głód może oddać ostatni kawałek chleba komuś potrzebującemu, jeśli miłość go do tego popycha.

Heroizm miłości nie byłby możliwy bez tego oddzielenia uczuć od „ja”, dlatego św. Paweł wspomina o tym w Hymnie o miłości. Osoba niedojrzała, czując coś nieprzyjemnego, musi natychmiast reagować i redukować dyskomfort. Swoją drogą, trudno nie odnieść wrażenia, że większość społeczeństwa składa się z ludzi, którzy absolutyzują uczucia i celem ich życia jest gonienie za przyjemnymi emocjami. Ma się z tym także kłopot podczas terapii, która nierzadko wymaga świadomego wejścia w coś, co jest nieprzyjemne.

Praca nad sobą w obszarze uczuć wydaje się być jednym z fundamentalnych zagadnień dotyczących terapii i ludzkiego rozwoju. W gabinecie uczy się rozmówców obserwować swoje uczucia i oddzielać je od siebie. Często poprzez specyficzną pracę z ciałem można pokazać, w jaki sposób to, co czują teraz, odnosi się do ich dzieciństwa i jak się później okazuje, w małym tylko stopniu ma związek z teraźniejszością.

 

Copyright 2015 - Bonifratrzy - Zakon Szpitalny św. Jana Bożego

realizacja: velummarketing.pl
do góry