Klasztor w Warszawie p.w. św. Ryszarda Pampuri

Noemi: CIERPIĄCA

W czasach, gdy rządzili sędziowie, nastał głód w kraju (Rt 1, 1) – tak zaczyna się Księga Rut. Słowa te można uznać za odpowiedź Boga na zło, które czynił Izrael przed Jego obliczem. Z powodu braku chleba, Elimelek – Efratejczyk z Betlejem judzkiego – odszedł z żoną Noemi i dwoma synami: Machlonem i Kilionem  do ziemi Moabu, aby tam przeczekać ciężkie czasy. Niektórzy bibliści uważają ten krok za wyraz jego małej wiary i samowolną drogę, która skończyła się tragicznie. Śmierć Elimeleka uważają za poważną mowę Bożą skierowaną do Noemi. Biblijny autor widzi jednak całe wydarzenie w innym świetle, jakby opisywał je sam Pan, a nie ludzie.

Śmierć w rodzinie

Śmierć męża zniosła ona mężnie. Po jego pogrzebie, znowu zaczęło do nich uśmiechać się słońce. Prawdopodobnie za radą matki, obydwaj synowie znaleźli sobie towarzyszki życia. Ożenili się z Moabitkami: pierwszy z Orpą, a drugi z Rut (zob. Rt 1, 4). Były one także z rodu Abrahama. Szlachetne i dobre dziewczęta wraz z braćmi stworzyli szczęśliwe dwa małżeństwa. Niestety, po dziesięciu latach, znowu wielkie cierpienie uderzyło w tę rodzinę. Ich mężowie nagle zmarli, być może na jakąś zakaźną chorobę (zob. Rt 1, 5). Noemi została zupełnie sama, bez najbliższej rodziny. Miała jednak dobre synowe, które z miłością odnosiły się do teściowej i ją wspierały. Oderwana od ojczyzny, nawet w obcym kraju, nie zapomniała, że należy do wybranego ludu Bożego. Dlatego bardzo pragnęła, żeby i one poznały Boga i poszły za Nim.

Była ona nie tylko pobożną, ale również i rozumną kobietą. Śmierć jest strasznym wydarzeniem, które musiała gorzko przeżywać trzy razy. Dlatego stwierdza: «Pełna wyszłam, a pustą sprowadził mnie Pan» (Rt 1, 21). Pragnie powrócić do domu. Tam chce umrzeć i być pochowaną. Uważa, że nie może być ciężarem dla swoich synowych, skoro już nic nie może im dać. Jednakże one kochają ją jak własną matkę i chcą iść razem z nią. Taka sytuacja należy do rzadkości, gdyż ogólnie biorąc synowe nie znoszą teściowych. Wspólne utrapienia połączyły je jeszcze bardziej. Dla Noemi jednak trzeźwy rozum i doświadczenie starości mówią, że będzie lepiej, kiedy one powrócą do domu swoich ojców. Są jeszcze młode, nie mogą wyrzec się własnej przyszłości dla niej. Noemi jest mądrą kobietą, ma światło życia i jest dla niej jasne, że miejsce niewiasty jest przy boku jej męża. Tam znajdzie pokój każda zdrowa kobieta zgodnie z porządkiem określonym przez Boga.

Powrót

Gdy dowiedziała się, że głód w Kanaanie minął, postanowiła wrócić do Betlejem. Wtedy rzekła do swoich synowych: «Odejdźcie, wróćcie każda do domu swej matki, a Pan niech postępuje z wami według swej dobroci, tak jak wy postępowałyście wobec zmarłych i wobec mnie! Niech Pan sprawi, abyście osiągnęły spokojne miejsce, każda w domu swego męża!» (Rt 1, 8-9). Powstaje jednak między nimi sprzeczka. Noemi chce, aby synowe powróciły do swoich rodziców, one zaś nie chcą jej opuścić. Było to święte nieporozumienie, w którym jedna i druga strona chce okazać miłość, ale żadna z nich nie chce jej przyjąć. Taka była i zawsze będzie szlachetna cecha prawdziwych niewiast, że najpierw chcą się troszczyć o kogoś. Prawdziwa kobieta chce kochać. A najpiękniejsze w tym jest to, że obydwie strony prześcigają się w miłości. Nie kto więcej weźmie, ale kto więcej da! Wreszcie Orpa ustąpiła, przyjęła radę teściowej i wróciła do domu. Jej decyzja nie była zła i autor biblijny nie wypomina jej tego. Rut jednak postąpiła inaczej, powiedziała: «Nie nalegaj na mnie, abym opuściła ciebie i abym odeszła od ciebie, gdyż: gdzie ty pójdziesz, tam ja pójdę, gdzie ty zamieszkasz, tam ja zamieszkam, twój naród będzie moim narodem, a twój Bóg będzie moim Bogiem. Gdzie ty umrzesz, tam ja umrę i tam będę pogrzebana. Niech mi Pan to uczyni i tamto dorzuci, jeśli coś innego niż śmierć oddzieli mnie od ciebie!» (Rt 1, 16-17). Ta kłótnia była sprzeczką królewskich dusz, w której na końcu obydwie wygrały. Rut dlatego, że okazała miłość. Noemi dlatego, że ją przyjęła. Stare drzewo już ciężko się nagina, ale ona ustąpiła i pozwoliła się przekonać. Czyta się o nich piękne zdanie: Poszły we dwie (…) (Rt 1, 19 ). Tu radowało się niebo. Przecież jedna szuka tylko dobra drugiej i chce jej służyć.

Betlejem

Powróciły do Betlejem na początku żniw jęczmienia. Na ich widok (…) zawrzało o nich w całym mieście, a kobiety mówiły: «Więc to jest Noemi!» Powiedziała do nich: «Nie nazywajcie mnie Noemi, ale nazywajcie mnie Mara, bo Wszechmogący napełnił mnie goryczą. Pełna wyszłam, a pustą sprowadził mnie Pan. Czemu nazywacie mnie Noemi, gdy Pan wydał świadectwo przeciw mnie, a Wszechmogący uczynił mnie nieszczęśliwą?» (Rt 1, 20-21). Był to smutny powrót, a ich tragiczne losy stały się przedmiotem rozmów. Noemi była pełna goryczy i zarazem bogatsza w Bogu. Wiele zmieniło się wokół niej, ale przede wszystkim w niej samej. Poprzez cierpienie jeszcze bardziej przylgnęła do Boga – raczej biedna z Nim, niż bogata bez Niego. Wielką pociechą i darem stała się dla niej także synowa – Moabitka Rut.

Pole Booza

Wreszcie są w domu, ale życie toczy się dalej. Aby zapracować na chleb, Rut powiedziała do teściowej: «Pozwól mi pójść na pole zbierać kłosy za tym, który będzie mnie darzył życzliwością». «Idź, moja córko» – odpowiedziała jej Noemi. Rut wyszła więc i przyszła zbierać kłosy na polu za żniwiarzami, a przypadkiem tak się stało, że było to pole Booza, który był z rodu Elimeleka (Rt 2, 2-3). Nie bała się tak poniżającej pracy, ważniejsza dla niej była miłość i troska o chorą i podupadłą na zdrowiu Noemi. Ona zaś, martwiła się także o przyszłość Rut, chciałaby żeby wyszła ponownie za mąż. Właściciel pola okazał się powinowatym, krewnym jej męża, człowiekiem bardzo zamożnym (zob. Rt 2, 1). Ten dziwny zbieg okoliczności uświadomił jej, że Booz, według ówczesnych zwyczajów miał prawo wykupu jej synowej, czyli był zobowiązany wziąć ją za żonę. Znalazła się na jego polu przypadkowo, a tak na prawdę było to Boże zrządzenie.

W ręku Boga

Noemi pragnęła dla niej dobrego i bogatego męża. Jej marzenie nie było niskie ani  nieszlachetne. Teściowa i synowa musiały przeżywać wiele przykrych chwil. Kiedy Pan Bóg prowadzi kogoś po dolinie cienia śmierci, to ma się pokusę, by widzieć w tym karę Bożą za popełnione winy. Noemi tak przecież oceniała swoje życie. Ale właśnie jej losy przeczą takiemu twierdzeniu, ponieważ nie każde utrapienie jest karą za grzech. W wielu doświadczeniach ukrywa się tajemnicza ręka Boża, która prowadzi człowieka do wyższych celów. Noemi i Rut dojrzewały do chwalebnego posłannictwa. Droga była ciężka, ale Bóg w tej Moabitce przygotowywał sobie narzędzie do zbawienia ludzkości. Te dwie kobiety nie prowadziła zmysłowość, ale dzieło i plany świętego Boga. Chciały być tylko narzędziami w Jego ręku. A Pan? On postawił na ich odważnych decyzjach swoją pieczęć. Powiedział swoje „Tak”, gdyż widział w nich wiarę. I tak Noemi mogła w swojej starości przytulić do swojej piersi wnuka, który był dla niej radością i celem życia. Noemi wiele cierpiała. Z obcego kraju wróciła do domu naprawdę z pustymi rękami. Został jej tylko Bóg, a On miał moc odnowić jej życie. Za pomocą synowej włączył ją do królewskiego rodowodu, w którym był później król Dawid, a na końcu sam Zbawiciel. Pan Bóg jest przedziwnym Mistrzem, który nie wyrzuca rozbitego naczynia na śmietnisko, ale ma moc znowu je odnowić, aby było jeszcze piękniejsze niż przedtem. Oczywiście, należy otworzyć się na Jego łaskę i posłuchać Go. A potem wszystko będzie zmierzać do prawdziwego i pełnego życia.

Copyright 2015 - Bonifratrzy - Zakon Szpitalny św. Jana Bożego

realizacja: velummarketing.pl
do góry