Klasztor w Warszawie p.w. św. Ryszarda Pampuri

Adam: MĘŻCZYZNA

Na podstawie książki A. Grüna, Walczyć i kochać, Częstochowa, 2007.

Adam pierwotnie nie oznaczał mężczyzny tylko człowieka. Bóg uformował go z prochu ziemi. Dlatego Adam pochodzi od słowa adama, co oznacza glebę, ziemię. Człowiek ma zatem bardzo ścisły związek z nią, ponieważ powstał z niej i przez śmierć powróci do niej. Do jego zaistnienia w pełni konieczne było tchnienie życia, które Bóg tchnął w nozdrza Adama. A zatem, obok sfery materialnej, jest jednocześnie w człowieku coś boskiego, duchowego.

Pismo Święte podaje dwa opisy stworzeniu. Pierwszy z nich znajduje się w 2 rozdziale Księgi Rodzaju. Według niego, Bóg najpierw stworzył ziemię, ale ta nie rodziła jeszcze owoców. Wtedy Bóg uformował z ziemi człowieka i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia: (…) wskutek czego stał się człowiek istotą żywą (Rdz 2, 7). Potem Bóg zasadził ogród dla niego, żeby mógł cieszyć się z drzew i ich owoców. Jednocześnie otrzymał on zadanie uprawiania tego ogrodu. Jednak człowiek czuł się samotny. Bóg stworzył więc wszelkie zwierzęta i przyprowadził je do niego. Ten nazwał je wszystkie, (…) ale nie znalazła się pomoc odpowiednia dla mężczyzny (Rdz 2, 20). Wtedy Bóg z żebra Adama stworzył kobietę. O niej to Adam powiedział: Ta dopiero jest kością z moich kości i ciałem z ciała mego! Ta będzie się zwała niewiastą (iszsza), bo ta z mężczyzny (isz) została wzięta. Dlatego to mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swą żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem. Chociaż mężczyzna i jego żona byli nadzy, nie odczuwali wobec siebie wstydu (Rdz 2, 23-25).

W tej historii fascynujący jest związek mężczyzny i kobiety. Obydwoje tworzą wewnętrzną jedność. Mężczyzna tęskni za kobietą. I dopiero dociera do pełni samego siebie, gdy jest z nią w dobrej relacji. Mężczyzna i kobieta uzupełniają się nawzajem. W historii Adama i Ewy widać wyraźnie nie tylko ich wewnętrzną jedność i przynależność, lecz także, poprzez grzech, walkę między sobą. Jednak mężczyzna najwyraźniej staje się w pełni mężczyzną dopiero wtedy, gdy uzna kobietę za równą sobie i kiedy zgodzi się na to, że ma ona pełne prawo do rozwoju, tak jak on. Niestety, nie zawsze mężczyzna to rozumie i o tym pamięta.

Adam i Ewa są nadzy, ale nie wstydzą się siebie nawzajem. Mają dla siebie szacunek i nie kryją się przed sobą. Nie muszą udowadniać siły, imponować sobie, ani się wzajemnie obwiniać. Jednak ten harmonijny stan nie trwa długo. Biblia opowiada słynną historię o wężu, który skusił Ewę. Nalega on, aby ona zjadła owoc z drzewa, z którego Bóg zabronił im jeść: (…) zerwała zatem z niego owoc, skosztowała i dała swemu mężowi, który był z nią, a on zjadł. A wtedy otworzyły się im obojgu oczy i poznali, że są nadzy; spletli więc gałązki figowe i zrobili sobie przepaski. Gdy mężczyzna i jego żona usłyszeli kroki Boga przechadzającego się po ogrodzi w porze, kiedy był powiew wiatru, skryli się przed Panem Bogiem wśród drzew ogrodu (Rdz 3, 6-8). Różnie można interpretować tę historię. Patrząc od strony psychologicznej, dość przekonująca jest interpretacja C. G. Junga, który uważa zjedzenie owoców z drzewa poznania za akt uświadomienia. A zatem jest to dla Adama i Ewy konieczny krok na drodze ku stawaniu się człowiekiem, który wytrącony z rajskiego stanu poznaje swoje jasne i ciemne strony. Od tej chwili jest on zdolny do rozróżniania dobra i zła.

W tej historii najbardziej znamienne jest to, że mężczyzna przerzuca własną winę na kobietę i kryje się przed nią i przed Bogiem. Być może, tu leży jedna z głównych przyczyn odwiecznego konfliktu między płciami. Bóg zapytał Adama: Gdzie jesteś? (Rdz 3,9). Adam odpowiedział: Usłyszałem Twój głos w ogrodzie, przestraszyłem się, bo jestem nagi, i ukryłem się (Rdz 3, 10). Adam boi się Boga i chowa się przed Nim. Taka postawa ukazuje zachowanie wielu mężczyzn, którym trudno jest stanąć w prawdzie o sobie samych przed Bogiem. Chętniej kryją się za swoją fasadą pozoru dobra. To pytanie Boga: Adamie gdzie jesteś? – jest dzisiaj bardziej aktualne niż kiedykolwiek. Każdy mężczyzna powinien stawiać sobie następujące pytania: Gdzie jestem? Czy jestem przy sobie? Czy naprawdę jestem sobą? Gdzie są moje myśli? Czy mogę wytrzymać ze sobą takim, jakim jestem? Najprawdopodobniej są one decydującą  kwestią w męskiej inicjacji. Tylko wtedy, gdy mężczyzna odważy się wyrazić zgodę na swoją nagość, przyjąć siebie takiego, jaki teraz jest – rozdarty, silny i słaby, pełen namiętności, a jednocześnie tchórzliwy i robiący uniki – dojrzeje do bycia mężczyzną w pełni.

Kiedy Bóg zapytał Adama, czy zjadł zakazany owoc, wówczas przerzucił on winę na Ewę: Niewiasta, którą postawiłeś przy mnie, dała mi owoc z tego drzewa i zjadłem (Rdz 3, 12). Również ta cecha jest charakterystyczna dla niektórych mężczyzn. Wypierają się własnej winy, czyniąc innych odpowiedzialnymi za swoje życie. Ostatecznie Adam przypisuje winę samemu Bogu. To przecież On dał mu kobietę. On sam nic na to nie poradzi. A zatem broni się przed wzięciem odpowiedzialności za swoje działanie. Mężczyzna tęskni za kobietą i zarazem najwyraźniej ma także zakodowany w sobie lęk przed nią.

Już w tym krótkim opowiadaniu wybrzmiewa długa historia skomplikowanych relacji mężczyzn i kobiet, w których na przemian występuje fascynacja i przypisywanie sobie winy, miłość i walka o władzę, przebaczenie i zranienia. W procesie stawania się mężczyzną ważne jest to, by przezwyciężał  on nieuświadomiony lęk przed kobietą i by pogodził się z prawdą o sobie. C. G. Jung postrzega tak rozumianą integrację jako istotny krok w rozwoju mężczyzny i jednocześnie właściwy kierunek, aby  zaprzestać przenoszenia swoich problemów na kobietę i obwiniania jej za nie.

Według opisu stworzenia, z 1 rozdziału Księgi Rodzaju, Bóg powołał człowieka do istnienia szóstego dnia: A wreszcie Bóg rzekł: «Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam». (…) Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę (Rdz 1, 26-27). A zatem człowiek w swojej dwoistości, jako mężczyzna i kobieta, jest obrazem Boga. Greccy Ojcowie Kościoła dużo uwagi poświęcili tym dwóm wersom z Księgi Rodzaju: 1, 26 i 1, 27. Przetłumaczyli użyte w tym opisie hebrajskie słowa oznaczające obraz, odbicie, kopię i podobieństwo – selemdemut, na swój język za pomocą pojęć eikon – obraz i homoiosis – podobieństwo, porównanie. I opracowali własną teologię na ten temat. Człowiek został stworzony pierwotnie na obraz Boga. Jego zadanie polega na tym, by stawać się coraz bardziej podobnym do Niego. Pojęcie podobieństwa ukazuje więc cel człowieka, w którym powinien on naśladować Boga i stawać się takim, jaki jest Bóg. Ma on także wyjaśniać swoją relację z kobietą i tak ją kształtować, jak pierwotnie zaplanował to Stwórca: nie podporządkowanie, ale taka sama wartość, nie pogarda, lecz szacunek, nie występowanie przeciwko sobie, ale bycie ze sobą, nie podział, tylko stawanie się jednością. To jest właściwe powołanie osoby ludzkiej.

            W raju Adam i Ewa nie wstydzą się przed sobą swojej nagości. Dopiero po tym, jak zgrzeszyli, poznają, że są nadzy. Adam ukrywa się ze strachu przed Bogiem. Ze wstydu oboje robią sobie przepaski z liści figowych. Na temat wstydu wiele cennych uwag napisali przede wszystkim psychologowie. Wstyd oznacza nieśmiałość przed pokazaniem się takim, jakim się jest. Istotnym aspektem wstydu jest wstyd seksualny. Człowiek krępuje się swojej nagości i chciałby ją przykryć. Wstyd zawsze jest związany z potrzebą ochrony. Chronimy się przed pożądliwym wzrokiem innych. Ale wstyd może być też oznaką tego, że nie zaakceptowaliśmy siebie w swojej nagości. Chcemy się ukryć przed sobą samym, przed Bogiem i przed innymi. Kiedy mężczyźni pozbędą się wstydu przed sobą nawzajem i pokażą się takimi, jakimi są, wówczas powstaje duże zaufanie. Wtedy mogą się zgodzić na siebie takimi, jakimi są. Nie potrzebują się ubierać w stroje, które służą wyłącznie imponowaniu innym. Zyskują odwagę pokazania się ze swoją wrażliwością i kruchością. Seksualność przy całym swoim pięknie i fascynacji wiąże się także z cierpieniem, np. kiedy ktoś stroi sobie żarty z seksualności drugiej osoby, może zranić ją bardzo dotkliwie. Bywają takie spotkania w grupch męskich, w których bardzo szczerze rozmawia się o seksualności i traktuje się siebie nawzajem z wielkim szacunkiem. Wtedy można doświadczyć czegoś podobnego do sytuacji w raju: wszyscy, (…) chociaż byli nadzy, nie odczuwali wobec siebie wstydu (Rdz 2, 25).

Biologia męskiej seksualności ma bardzo duże znaczenie. Mężczyzna jest tym, który nosi w sobie nasienie, którego celem jest danie życia nowemu człowiekowi. Dlatego jego seksualność jest twórczą energią. Mężczyzna chce zostać ojcem w sensie biologicznym i chce spłodzić dziecko albo czyni to w sposób duchowy. Erik Ericson mówi o „generatywności” – sile płodzenia. Mężczyzna dopiero wtedy czuje się dobrze w swojej skórze, gdy coś z niego wyjdzie. Dla jednych taką dziedziną jest pisanie, dla innych będzie to malarstwo albo praca społeczna. Bez „fallicznej energii” mężczyzna staje się statyczny. Nic od niego nie wychodzi. Żeby stać się mężczyzną, to należy nauczyć się w dobry sposób obchodzić się ze swoją seksualnością. Ten proces odbywa się zawsze przez popełnianie błędów i pomyłek. Jest to indywidualna droga każdego, na której mężczyzna uczy się integrować swoją seksualność z jego koncepcją życia. I nie chodzi tu o chełpienie się swoją seksualnością, bo najczęściej za tym kryje się ogromne poczucie niepewności.

Jean Vanier, założyciel Arki, wspólnoty życia, którą tworzą ludzie sprawni i niepełnosprawni, powiedział kiedyś do Roberta Rohra, że zrozumiał, (…) iż praktycznie każdy człowiek żyjący w zachodnim świecie cierpi na dwa podstawowe problemy: zaburzenia seksualne i głęboko zakorzeniony problem braku autorytetu (R. Rohr, Dziki człowiek, 1959). Przypuszczalnie problemy te są ze sobą związane. Ponieważ wielu mężczyzn nie zostało w odpowiedni sposób wprowadzonych przez własnych ojców w swoją seksualność, teraz nie wiedzą, jak się z nią obchodzić. Między nimi a ich ojcami nie powstała rzeczywista relacja. Niezależnie jednak od tego, jakie jest doświadczenie każdego mężczyzny, to jest ona dla niego czymś fascynującym i zarazem  bardzo kruchym. Tylko w atmosferze życzliwości, zrozumienia i szczerości mężczyźni maja szansę na własny rozwój, a także na dojrzewanie w sferze seksualnej.

Copyright 2015 - Bonifratrzy - Zakon Szpitalny św. Jana Bożego

realizacja: velummarketing.pl
do góry