Klasztor w Warszawie p.w. św. Ryszarda Pampuri

Mojżesz: PRZYWÓDCA

Mojżesz jest typowym przywódcą. Wyprowadza swój lud z niewoli egipskiej do Ziemi Obiecanej – potrafi przewodzić innym. Izrael jest również obrazem części jego własnej duszy – wie, jak kierować także sobą. Biblia pokazuje nam długą drogę, na której uczy się on bycia przewodnikiem. Mojżesz nie urodził się nim – doświadczał wielu upadków i zwycięstw. Od początku jest dzieckiem szczególnym, wybranym, na którym spoczywa błogosławieństwo Boże. Faraon rozkazał zabić wszystkich nowonarodzonych chłopców żydowskich. Kiedy urodził się, jego matka widziała, jak pięknym jest dzieckiem. Po trzech miesiącach ukrywania, umieściła go w koszyku i pozostawiła w sitowiu nad brzegiem Nilu. Znalazła go córka faraona, przyjęła jak własnego syna, dając mu na imię Mojżesz: Bo wydobyłam go z wody (Wj 2, 10).

Jest on obrazem nas wszystkich. Wzrastamy na obczyźnie, narażeni na niesprawiedliwość i różne niebezpieczeństwa. Mit o porzuconym dziecku, pochodzącym od Boga, o niezwykłych zdolnościach, jest szeroko rozpowszechniony: począwszy od Romulusa i Remusa przez Edypa, Krisznę, Perseusza, Zygfryda, Buddę, Heraklesa i Gilgamesza do Jezusa Chrystusa, który już jako dziecko musiał uchodzić z rodzicami do Egiptu. Jednak konieczny jest powrót, bowiem – patrząc z płaszczyzny duchowej – ucieczka przed sobą niczego nie rozwiązuje. Można przecież spotkać się z Boskim dzieckiem w sobie i odkryć prawdziwe możliwości i powołanie. Wtedy przemienionego „ja” nie da się już zranić, ponieważ we wszystkich przeciwnościach życia, będzie ono bezpieczne w sobie samym i ochraniane Bożą ręką.

Kiedy Mojżesz był już dorosły, zobaczył, jak Egipcjanin bije Hebrajczyka. Za to go zabił, a jego ciało zakopał w piasku. Następnego dnia chciał być rozjemcą w sporze dwóch rodaków. Wtedy jeden z nich przypomniał mu o morderstwie. Mojżesz, z lęku przed faraonem, uciekł do kraju Madian, w którym po kilku latach służby, ożenił się z córką tamtejszego kapłana. Swojego syna nazwał Gerszom, którego imię oznacza gość w obcej ziemi, na pustkowiu, na pustyni. Mojżesz poniósł porażkę. Musi tu wieść ciężki żywot. Pierwsza próba przejęcia przywództwa była nieudana, gdyż zaufał tylko swojej sile. Wtedy jeszcze nie spotkał się z własną niemocą. Dlatego można postawić następujący wniosek: przewodzić innym mogą tylko ci, którzy przynajmniej raz ponieśli klęskę i żyli na wygnaniu, boleśnie doświadczając samotności. Wówczas tacy mężczyźni, z większym wyczuciem, będą dostrzegać znaczenie i wartość swoich współpracowników.

Kiedy Mojżesz pasł owce i kozy swojego teścia Jetry (…) ukazał mu się Anioł Pański w płomieniu ognia, ze środka krzewu (Wj 3,2), z którego przemówił Bóg: Napatrzyłem się na udrękę ludu mego w Egipcie (…). Idź przeto teraz, oto posyłam cię do faraona, i wyprowadź mój lud, Izraelitów, z Egiptu (Wj 3, 7. 10). Mojżesz z lęku o siebie próbuje wycofać się z podjęcia tego zadania. Najpierw pyta Boga o Jego Imię. Odpowiedź Boga brzmi: JESTEM, KTÓRY JESTEM (Wj 3, 14). Jednak wątpliwości w nim narastają: jak ma przekonać lud? Przecież brak mu daru wymowy. U Boga zaś nie ma nic niemożliwego – nakazuje mu wziąć ze sobą swojego brata, Aarona, który będzie jego ustami.

Zadanie, jakie przyjmuje na siebie Mojżesz, nie jest łatwe. Na początku udaje mu się przekonać lud dzięki „sztuczkom”. Ale kiedy opór faraona staje się silniejszy, Izrael zaczyna szemrać. Próba uwolnienia narodu nie odnosi skutku. Wtedy musi on stosować coraz mocniejsze argumenty w pertraktacjach z faraonem, żeby ten zgodził się na wyjście Izraelitów z Egiptu. Tylko dzięki plagom, które zesłał Bóg, faraon dał się namówić na ich uwolnienie. Plagi oznaczają opór, jaki stawiają ci, którzy reprezentują stary porządek – chcą, aby wszystko zostało po staremu. Każdy, kto kieruje grupą, firmą czy wspólnotą, wie, jak trudny jest to czas. Wtedy wszystko się zaciemnia. Szarańcza spada na uprawy i wydaje się, że wszystko zniszczy. W takich chwilach trzeba wielkiego zaufania w posłannictwo Boże, żeby pokonać zatwardziałe serca i nie poddać się.

Wyprowadzony lud z Egiptu nadal jednak jest dręczony przez faraona. Izraelici zatrzymują się nad brzegiem Morza Czerwonego i widzą, że ścigają ich egipskie rydwany. Wtedy zaczynają buntować się przeciwko Mojżeszowi: Cóż za usługę wyświadczyłeś nam przez to, że wyprowadziłeś nas z Egiptu? Czyż nie mówiliśmy ci wyraźnie w Egipcie: Zostaw nas w spokoju, chcemy służyć Egipcjanom (Wj 14, lin). Trudno jest ofiarować wolność narodowi, który boi się każdego nowego kroku i wspomina z utęsknieniem garnki pełne mięsa, cebulę i czosnek w Egipcie. Ten lud woli pozostać w niewoli, niż zmierzyć się z wyzwaniami czyhającymi nań na pustyni. Także po bezpiecznym przejściu przez Morze Czerwone, w którym giną prześladujący ich Egipcjanie, ludzie mimo wszystko szemrzą przy każdej okazji. Cud rozstąpienia się wód nie przekonał ich, by w końcu zaufać Bogu. Mojżesz znów musi wołać do Niego o pomoc. Cierpi pod brzemieniem tego przywództwa. Skarży się Mu: Co mam uczynić z tym ludem? Niewiele brakuje, a ukamienują mnie! (Wj 17, 4).

Innym razem, gdy zagrażają Amalekici, Mojżesz nie walczy w pierwszym szeregu, tylko wchodzi na górę i modli się za lud. Podtrzymywane jego ręce przez braci, w geście błagania, przynoszą dla Izraelitów siłę do walki i zwycięstwo. Tak więc wolność można osiągnąć tylko za pomocą rozmowy z Bogiem. Mojżesz jest także sędzią. Przez cały dzień przychodzą do niego ludzie oczekując, że rozstrzygnie ich spory i ustanowi prawo. Widzi to jego teść i mówi do niego: Nie jest dobre to, co czynisz. Zamęczysz siebie i lud, który przy tobie stoi (Wj 18, 17n). Mojżesz idzie za jego radą i przydziela obowiązki sądownicze ludziom godnym zaufania. Nie jest przywiązany do swojej władzy. Czuje, że musi się troszczyć o siebie samego, jeśli przez dłuższy czas zamierza kierować ludem.

Staje się on prawodawcą i tym, który ma pomóc Izraelowi doświadczyć Boga. Po trzech dniach przygotowań, o świcie, zaczyna grzmieć i błyskać, u podnóża góry stoi lud i drży ze strachu: Mojżesz wyprowadził lud z obozu naprzeciw Boga (Wj 19,17). Jest on mystagogiem, tj. kapłanem, który otwiera ludowi oczy na Tajemnicę. Potem Mojżesz wchodzi na górę Synaj. Tam otrzymuje przykazania na dwóch kamiennych tablicach, (…) napisane palcem Bożym (Wj 31,18). Tymczasem, niestety, lud odchodzi od Boga i robi sobie złotego cielca – obraz bożka sukcesu i płodności. Przywódca zostaje zdradzony. Ludzie chętniej zadowalają się tym, co widzą – co im gwarantuje sukces w krótszym czasie, niż czekanie na spełnienie się obietnicy. Mojżesz schodzi z góry, widzi tańczący lud, oddający bałwochwalczą cześć bóstwu. Wpada we wściekłość i rozbija tablice z przykazaniami. Próba doprowadzenia narodu do dobrej przyszłości wydaje się być nieudana.

Ale Bóg nakazuje mu wyciosać dwie nowe kamienne tablice, z którymi ponownie wchodzi na górę. Pozostaje tam czterdzieści dni i nocy. W tym czasie pości. Schodząc, jego skóra promieniała światłem: Gdy Aaron i Izraelici zobaczyli Mojżesza z dala i ujrzeli, że skóra na jego twarzy promienieje, bali się zbliżyć do niego (Wj 34,30). Mojżesz prowadzi z Bogiem rozmowy w zaufaniu, niemalże twarzą w twarz. Wolno mu przebywać w Jego obecności. To go zmienia i czyni z niego świetlistą postać. Na nowo staje się autorytetem i prawodawcą. Przykazania Boże, które daje wiernym, nie są surowymi przepisami, których zadaniem byłoby wodzenie ludzi na pasku. Pochodzą one raczej z doświadczenia Boga i własnej słabości czy bezsilności. Ten, kto prowadzi innych, musi się niekiedy od nich oddalić, żeby doświadczyć Miłości. Potrzebuje dystansu, żeby móc spojrzeć z góry, dostrzec szerszą perspektywę. Gdy w samotności oddaje Bogu siebie i własną niemoc, to w zamian otrzymuje nowy i właściwy kierunek działania. Wtedy wszystkie jego polecenia nie będą małostkowe, lecz otworzą ludziom niebo. Najpierw sam musi zostać przemieniony przez Boga i rozbłysnąć Jego światłem, zanim powie ludowi, czego chce od niego Bóg.

 Izrael go słucha, ale niestety nie na długo, znowu sprzeciwia się Bogu i Mojżeszowi – zaczyna się użalać nad sobą: Któż nam da mięsa, abyśmy jedli? Wspominamy ryby, któreśmy darmo jedli w Egipcie, ogórki, melony, pory, cebulę i czosnek. Tymczasem tu giniemy, pozbawieni tego wszystkiego. Oczy nasze nie widzą nic poza manną (Lb 11, 4-6). Mojżesz skarży się swemu Panu: Czemu nie darzysz mnie życzliwością i złożyłeś na mnie cały ciężar tego ludu? (…) Nie mogę już sam udźwignąć troski o ten lud, już mi nazbyt ciąży (Lb 11,11.14). Mężczyźni zajmujący kierownicze stanowiska dobrze rozumieją tę skargę. Czasami czują się jak Mojżesz. Odbierają swoje obowiązki jako ciężar. Pracownicy zdają się nie rozumieć, czego się od nich oczekuje i co chce się im powiedzieć. Pan nakazuje mu wziąć siedemdziesięciu mężczyzn i przekazuje im cząstkę tego Ducha, który spoczywa na nim, żeby on sam nie musiał ponosić całej odpowiedzialności. Niektórzy mężczyźni raczej wolą załamać się pod ciężarem, który niosą, niż rozłożyć go na wiele ramion i wspólnie rozwiązywać problemy.

Mojżesz ciągle walczy z niesprawiedliwością, sprzeciwem i oporem. Do kraju, który Bóg mu obiecał, wysyła zwiadowców. Ci przynoszą z niego owoce, ale także wyzwalają w ludziach strach przed olbrzymami, którzy tam mieszkają. Ten, kto kieruje innymi, często ma do czynienia z osobami występującymi przeciwko niemu. Niszczą wszystkie plany firmy. Widzą same negatywy. Zamiast cieszyć się owocami, które rodzą się w nowym kraju, patrzą na olbrzymów stojących im na przeszkodzie. Potrzeba dużo cierpliwości, by mimo to pozostać przy swoich planach. Izrael wielokrotnie szemrał przeciwko Bogu i Mojżeszowi, dlatego to pokolenie będzie musiało błąkać się po pustyni przez 40 lat i na niej umrzeć. Dopiero ich dzieci wejdą do Ziemi Obiecanej. We wszystkich tych konfliktach, Mojżesz nie poddaje się i za każdym razem wstawia się za swoim ludem, zaś Bóg mu wybacza. Podobnie też było w Massa i Meriba, gdy zabrakło wody, którą Stwórca wyprowadził ze skały. Niestety Mojżesz wtedy zwątpił w Bożą opiekę, przypisał sobie ten cud, dlatego on też nie będzie mógł wejść do Kanaanu. Jedynie wstępując na górę Nebo, mógł zobaczyć przepiękny widok na ziemię Abrahama. Musi przekazać przywództwo komuś innemu, wyznacza swojego zastępcę, Jozuego, i umiera w dolinie Moabu.

Uważano również, że Mojżesz (…) był człowiekiem bardzo skromnym, najskromniejszym ze wszystkich ludzi, jacy żyli na ziemi (Lb 12, 3). Ewargiusz z Pontu przetłumaczył słowo skromny jako łagodny. Dla niego łagodność Mojżesza powinna być wzorem dla każdego duchowego przewodnika, towarzysza, który może innych prowadzić ku Bogu dopiero wtedy, gdy pokona wszystkie swoje namiętności. Łagodność jest oznaką tego, że człowiek osiągnął wewnętrzny pokój. Skromność, pokora oznaczają raczej odwagę zobaczenia własnych ciemnych stron. Mojżesz, wielki przywódca, był jednocześnie skromny i pokorny. Był świadomy swoich ograniczeń i słabości. Nie jest to oczywiste dla mężczyzn, którzy piastują odpowiedzialne stanowiska. Często tłumią własne słabości, żeby w oczach innych uchodzić za silnych. Jednak prawdziwa moc polega na tym, by przyznać się do swoich ciemnych stron i pogodzić się z nimi.

Proces stawania się, który przechodził Mojżesz, jest właściwym kierunkiem rozwoju dla każdego, kto prawdziwie chce stać się mężczyzną. Musi nauczyć się ponosić odpowiedzialność za życie i zmierzyć się z konfliktami, na które będzie narażony. Przebijać się przez regresywną postawę ludu, który marzy o matczynych ramionach i garnkach pełnych mięsa w Egipcie. Każdy człowiek nosi w sobie tęsknotę za wolnością. Ale jednocześnie boi się jej. Chcąc ją zdobyć, musi pożegnać się z dotychczasowym poczuciem bezpieczeństwa, z opiekuńczą matką albo instytucją, taką jak Kościół czy firma. Stawanie się mężczyzną oznacza podjęcie ryzyka, przechodzenie przez pustynię, odczuwanie głodu i pragnienia bez pewności, czy ta droga doprowadzi go do celu – Ziemi Obiecanej. Wówczas zostanie on skonfrontowany z jego najgłębszymi potrzebami: opieki, poczucia bezpieczeństwa i domu. Ujawnią się wtedy głęboko tkwiące w nim lęki. Mojżesz, doświadczają tego stanu, w modlitwie nieustannie zwraca się o pomoc do Boga. Przedstawia Mu swój bunt, nie godzi się na wszystko, lecz spiera się z Nim. Walczy, oskarża Go, robi Mu wyrzuty z powodu ciężaru, jaki na niego nałożył. Nie poddaje się jednak. Nawet gdy lud ciągle go rozczarowuje, trwa przy Nim i Jego obietnicy.

Mojżesz ma prowadzić naród do Stwórcy, a nie tylko czynić to, co powiedzą inni. Jako ojciec rodziny, każdy mężczyzna ma takie zadanie. Jak zatem można nauczyć się być dobrym przywódcą? Pierwszy krok polega raczej na tym, żeby spotkać się z dzieckiem Bożym w sobie, z własną kreatywnością i inspiracją. Najpierw należy uczyć się zaufania własnym odczuciom. Drugi krok stanowi szczere, uczciwe spotkanie z samym sobą. Pierwsza próba przejęcia prowadzenia przez Mojżesza nie powiodła się. Dlatego na obczyźnie doświadczył własnej bezsilności i ograniczeń. I musiał zaczekać, aż Bóg go wezwie. Nie można uczynić siebie przywódcą. To jest powołanie – nie tylko ludzkie, lecz przede wszystkim wezwanie przez Boga. Domaga się ono wówczas zgody na życie  Jego wolą, pomimo oporów i sprzeciwu innych.

Taka postawa wymaga, po pierwsze: łagodności albo pokory, tzn. przywódca musi osiągnąć pokój wewnętrzny, pogodzić się ze sobą, tak by jego ciemne strony nie rzutowały na tych, którym przewodzi, żeby nie wprowadzały chaosu i nie dezorientowały prowadzonych. Po drugie: zawsze potrzeba dystansu i rozmowy z Bogiem. W niej nie chodzi o medytację w ciszy, lecz o to, by powiedzieć Bogu o wszystkich swoich uczuciach, także o złości, lękach i niecierpliwości. Często modlitwa będzie podobna do krzyku i skargi Mojżesza. Wykrzyczymy naszą wściekłość i rozczarowanie przed Bogiem. Będziemy się skarżyć i jęczeć, ale dopiero kiedy wyrazimy nasze uczucia przed Bogiem, mogą one zmienić się. Wewnętrzny chaos emocjonalny ustąpi. Ten, kto prowadzi innych, zawsze musi się oczyścić z obciążeń, które spowodowały w nim negatywne emocje współpracowników. Nie wolno mu dać się wciągnąć w te zanieczyszczenia. Nie może dać się zarazić szemraniem i rezygnacją. Po trzecie: umiejętne obchodzenie się z agresją. Mojżesz czasami był taki. Roztrzaskuje kamienne tablice z przykazaniami. Okazuje swoją agresję w rozmowie z Bogiem. Najpierw odreagowuje ją przed Nim, żeby potem móc w odpowiedni sposób obchodzić się z nią przed ludem. Jego agresja pomaga mu w niezłomnym dążeniu do celu i pozwala mu trwać, nie poddając się rezygnacji. Ona daje mu siłę do przezwyciężenia oporu. Agresja obok seksualności jest najważniejszą energią życiową, z której czerpiemy. Kto wyzbywa się agresji, temu brakuje siły. Słowo agresja pochodzi od ad-gredi, co oznacza podejść, zbliżać się. Jest ona mocą, dzięki której mężczyzna konfrontuje się z czymś, zamiast tego unikać. Jest źródłem, z którego on czerpie, żeby osiągnąć swój cel. Jest to ważny impuls postępu. Nie prowadzi ona do zniszczenia, lecz do wstawienia się za czymś. Dąży do ustalenia właściwych proporcji między bliskością a dystansem. Odczuwanie agresji może być oznaką tego, że ktoś przekroczył moje granice. Pomaga ona więc w odgraniczeniu się od innych po to, by móc spotkać się ze sobą i wewnętrznymi impulsami. Agresja jest w końcu także energią, dzięki której człowiek wprowadza w życie pomysły, niekiedy wbrew oporom wewnętrznym czy zewnętrznym.

Mężczyźni kochają agresję. Wyszukują sobie dyscypliny sportu, w których będą mogli w dobry sposób ją spożytkować, np. piłkę nożną, ręczną, boks, zapasy, jazdę na rowerze czy wyścigi samochodowe. Zawsze chodzi tu o uregulowane obchodzenie się z nią, o uczciwość i grę fair. Dopiero w walce sportowcy odkrywają siłę, która w nich tkwi. Dzięki niej mogą wzrastać. Silny przeciwnik mobilizuje biegacza do jeszcze szybszego biegu. Agresja daje mężczyźnie siłę do przetrwania i konsekwentne trwanie przy swojej wizji, i zarazem potrzebuje ona także wewnętrznego dystansu. Mojżesz wchodzi na górę, żeby się wycofać i zobaczyć, gdzie i jak może użyć swojej agresji.

Mojżesz ucieleśnia to, czego Walter Hollstein oczekuje od dzisiejszego mężczyzny. Uważa, że powinien on rozwijać w sobie prometeizm: (…) tworzyć duchowe przygody, perspektywy i utopie i przez nie pokazywać, że także dzisiaj mężczyźni potrafią tworzyć drogowskazy i pokazywać kierunek; posługiwać się odwagą w podejściu do problemów, zamiast je przeczekiwać i w ten sposób stawać się niezdolnym do działania; rezygnować z pozycji siły, władzy i zaryzykować wolność. Mojżesz zaangażował się w życie. Mimo sprzeciwu opornych, poprowadził lud ku wolności. Nie miał cech przywódcy. Zaufał powołaniu przez Boga w momencie, kiedy czuł się bezwartościowy, przegrany i pominięty. Niekoniecznie trzeba być urodzonym przywódcą. Jeśli mężczyzna, jak Mojżesz, zda się na Bożą pedagogikę i pozwoli poprowadzić się, to wtedy będzie zdolny kierować innych ku wolności i życiu.

Copyright 2015 - Bonifratrzy - Zakon Szpitalny św. Jana Bożego

realizacja: velummarketing.pl
do góry