Klasztor w Warszawie p.w. św. Ryszarda Pampuri

Jakub: OJCIEC

Jakub był synem bardziej kochanym przez matkę. Czy może więc stać się dobrem ojcem? Biblia pokazuje nam jego rozwój i drogę, na której porzuca rolę człowieka przebiegłego, by stać się dojrzałym w miłości ojcem. Podczas tej wędrówki, doświadcza wielu ciemnych stron swojego życia: zostawia strefę wpływów matki, czy ucieka przed swoim bratem. Ten bolesny proces uwalniania się od zranień ostatecznie doprowadza go do prawdy o sobie samym.

Po otrzymaniu podstępnie błogosławieństwa Izaaka, Jakub opuszcza dom rodzinny z lęku przed Ezawem. W tym czasie doświadcza Boga w sposób, który nim wstrząsa do głębi. Ma sen o drabinie do nieba, po której wchodzą i schodzą aniołowie. Na szczycie stoi Bóg i daje mu obietnicę udanego życia: Ja jestem z tobą i będę cię strzegł, gdziekolwiek się udasz; a potem sprowadzę cię do tego kraju. Bo nie opuszczę cię, dopóki nie spełnię tego, co ci obiecuję (Rdz 28, 15). W ten sposób Jakub po raz pierwszy spotyka się z tym, co w nim nieuświadomione. Czuje, że istnieje w nim coś więcej niż rozum, dzięki czemu można iść dalej przez życie. W głębi jego serca Bóg mówi do niego i mu błogosławi. To duchowe spotkanie staje się ważnym krokiem do jego przemiany. Teraz zaczyna rozumieć, że nie wszystko zależy od jego woli i sprytu. Jeśli więc zaufa Bogu, to znajdzie swoją drogę.

Po 14 latach służby u Labana wraca on do domu z dwiema żonami, synami i wszystkim, co posiadał. Brat Ezaw wyszedł mu naprzeciw. Teraz poczuł, że musi się skonfrontować ze swoim cieniem. Zaczyna się bać i chciałby za pomocą prezentów pozytywnie nastawić do siebie brata. Ale wszelkie ludzkie próby uśmierzenia gniewu brata byłyby próżne, gdyby Jakub nie spotkał się z własnym lękiem. Dochodzi do tego w nocnej walce z tajemniczym mężczyzną (zob. Rdz 32, 23-33). Tym razem Jakub nie może uniknąć konfrontacji. Musi zmierzyć się z prawdą o sobie samym. Przeprowadza swoje żony i dzieci wraz z dobytkiem przez bród potoku Jabbok: Gdy zaś wrócił i został sam jeden, ktoś zmagał się z nim aż do wschodu jutrzenki, a widząc, że nie może go pokonać, dotknął jego stawu biodrowego i wywichnął Jakubowi ten staw podczas zmagania się z nim. A wreszcie rzekł: «Nie puszczę cię, dopóki mi nie pobłogosławisz!» (Rdz 32, 25-27). W tej walce na śmierć i życie, Jakub otrzymuje błogosławieństwo od tajemniczej postaci, która na początku miała do niego tak wrogie nastawienie. Dopiero otrzymany dar uzdalnia go do spotkania się z bratem bez lęku.

Mężczyźni, którzy uważają, że obejdą się w życiu bez walki, zatrzymują się na drodze swojego rozwoju. I nie chodzi tu tylko o zwycięstwo, ale bardziej o konfrontację z samym sobą w ogóle. Przeciwnik Jakuba okazuje się być aniołem Bożym i jako taki pozwala się mu rozpoznać. Przez niego Bóg go błogosławi i nadaje mu nowe imię. Odtąd nie będzie się już nazywał Jakub – oszust, lecz Izrael – ten, który kłócił się z Bogiem. W zderzeniu z prawdą o sobie, cień także go zranił: z powodu uderzenia w biodro już zawsze będzie utykał. Dlatego musi wolniej i uważniej iść przez życie, godzić się z tym, czego doświadczy. Właśnie jako ranny w walce wojownik, Jakub stanie się ojcem rodu Izraela. A więc nikt nie może nim zostać, jeśli nie walczył ze swoim cieniem. Ten, kto uważa, że może spokojnie przejść przez życie, nie konfrontując się z nim, będzie przenosił go na własne dzieci. Nie będzie potrafił zobaczyć ich takimi, jakimi są w rzeczywistości. Raczej będzie ich postrzegał przez pryzmat swoich stłumionych potrzeb i namiętności.

Mężczyźni, którzy nie doświadczyli wsparcia od ojca, często czuli się przez niego odrzucani. Ojciec widział w nich wszystko to, na co sam sobie nie pozwalał. Zamiast walczyć ze sobą samym, zwalczał w swoim synu to, co sam w sobie stłumił. To zmaganie nie stało się źródłem błogosławieństwa, lecz przekleństwem. Nie służyło życiu, lecz śmierci. Także później synowie ojców, którzy unikali konfrontacji z własnym cieniem, nie potrafią stworzyć w sobie pozytywnej męskości. Albo będą gwałtownie odreagowywali nienawiść do ojca, albo długo będą cierpieć i leczyć się ze swojej słabości. Nigdy nie staną na własne nogi, nie przyjmą wyzwań, jakie przyniesie im życie.

Na przykładzie Jakuba Biblia pokazuje nam, że są dwa sposoby spotkania z własnym cieniem. Pierwszy sposób to walka z cieniem. Drugi: polega na tym, żeby pokornie skłonić się przed nim i uznać go. Kiedy Jakub spotkał się ze swoim bratem, najpierw siedmiokrotnie oddał mu pokłon. Wtedy Ezaw wyszedł mu naprzeciw, objął go i pocałował. Rozpłakali się obaj. Jakub powiedział: Gdym ujrzał twe oblicze, było ono jakby obliczem istoty nadziemskiej i okazałeś mi wielką życzliwość (Rdz 33, 10). Ciekawe jest to, że w obydwu sposobach spotkania z cieniem, za każdym razem można w nim rozpoznać Boga. Zarówno podczas walki, jak i w pokłonie przed cieniem, Jakub przeczuwa, że w ciemności spotyka się z nim sam Bóg, pełen tajemnic. Ostatecznie nie chodzi o ,,psychologiczne rozpracowanie” cienia, lecz o inny obraz Boga. Ten, kto spotka się z własnym cieniem, nie zadowoli się odtąd nazbyt pięknym i gładkim obrazem Boga. Niektórym mężczyznom Bóg wydaje się obcy, ponieważ nauczono ich obrazu Boga miłego i ciepłego. Wielu mężczyzn nie interesuje się duchowością, ponieważ taka droga jest dla nich zbyt łagodna i nie przemawia do ich walecznej natury. Biblia pokazuje nam Boga, który wchodzi do otchłani ludzkiej duszy, który dotyka człowieka w jego gotowości do walki. Bóg nie spotyka się z nami tylko wtedy, gdy idziemy w światłości, lecz także w ciemności – nie tylko w spokoju, lecz także w zmaganiu się. Bóg nie jest tylko delikatny, lecz dla naszego dobra potrafi także zachęcić nas do walki. Ten, kto ją podejmie, a także ryzyko zranienia, dopiero wtedy prawdziwie stanie się mężczyzną. I – tak jak Jakub – stanie się ojcem. Nie tylko ojcem biologicznym, lecz przede wszystkim ojcem duchowym. To dlatego Ojcowie pustyni widzieli w Jakubie przykład dla siebie. Bo tak jak Jakub walczyli ze swoją ciemną stroną, z demonami i stawili im opór.

Dużą pokusę dla współczesnego mężczyzny stanowi zaufanie tylko własnemu rozumowi i woli oraz schodzenie z drogi wszystkiemu, co nieuświadomione. Często na niej mężczyzna odnosi sukces. Jednakże może on stać się pułapką. Ten, kto go odniósł, może uznać, że nie ma potrzeby, aby zmierzył się ze swoim cieniem. C. G. Jung uważał, że największym wrogiem przemiany jest właśnie sukces. Ten, kto go zawsze odnosi, uważa, że wszystko jest w porządku. Kiedy żona odkryje ciemne strony męża, wtedy on zaczyna się bronić. Zupełnie nie rozumie, o co jej chodzi. Sądzi, że to ona ma problemy, skoro jemu wszystko dobrze się układa. Ale czasami agresywne reakcje na krytyczne uwagi małżonki wskazują na to, że mąż nie jest tak pewny siebie, jak to pokazuje na zewnątrz. Mężczyźni są podszyci lękiem z obawy, że ktoś mógłby zdrapać ten piękny lakier z ich wizerunku człowieka sukcesu. W pewnym momencie jednak ta strategia zawodzi. Rozum wraz ze sprytem nie wystarczą, gdy dzieci zaczną iść nie w tym kierunku, w jakim by się chciało, gdy ciało zareaguje chorobą albo gdy psychika odmówi współpracy i człowieka sukcesu nagle dopada bezsenność lub dręczą go napady paniki.

Biblia nie mówi zbyt wiele o tym, jakim ojcem był Jakub. Z opisu wydarzeń, kiedy pracował u Labana, można odnieść wrażenie, że kobiety chciały mieć z nim jak najwięcej synów. Rachela powiedziała do Jakuba: Spraw, abym miała dzieci; bo inaczej przyjdzie mi umrzeć! (Rdz 30, 1). Jakub ma spłodzić dzieci z dwiema żonami i ich służącymi. Ale nie widać u niego ojcowskich uczuć. Tylko w przypadku dwóch ostatnich synów, którzy urodzili mu się na starość, jest mowa o jego miłości do nich: Izrael miłował Józefa najbardziej ze wszystkich swych synów, gdyż urodził mu się on w podeszłych jego latach (Rdz 37, 3). Ponieważ Izrael wyróżniał Józefa spośród braci, ci znienawidzili go do tego stopnia, że postanowili go zabić. Opierając się na tym, co nam przekazuje Biblia, nie można mówić tu o ojcowskiej idylli. Izrael musi raczej przejść przez bolesne doświadczenia, żeby stać się ojcem dla wszystkich swoich synów i stać się dla nich źródłem błogosławieństwa. Józef zostaje sprzedany na dwór faraona. Jakub musi rozstać się także z Beniaminem, swoim najmłodszym synem, i pozwolić mu pójść do Egiptu razem z braćmi. Dopiero gdy bracia pojednają się z Józefem, Izrael stanie się ojcem w równym stopniu dla wszystkich.

Z punktu widzenia psychologii, ojciec jest tym, który daje oparcie dzieciom, który stwarza dla nich zaplecze i zabezpiecza tyły, żeby mogły odważyć się żyć własnym życiem. Ojciec nie zatrzymuje dzieci przy sobie, lecz wysyła je w świat. Ale jest dla nich zawsze dostępny, gdy go potrzebują. Mogą do niego wrócić. Mogą się na nim oprzeć. Kiedy im się coś nie powiedzie, nie gani ich, ale wspiera i umacnia. Stoi przy nich, gdy zostaną zaatakowane. Dla synów jest źródłem męskiej energii, koniecznej do odkrycia swojej tożsamości. Często syn ściera się z ojcem i buntuje się przeciwko niemu, jeśli jest on dla niego zbyt twardy i wymagający. Niemniej, ten bunt nierozerwalnie łączy się ze stawaniem się mężczyzną, nabieraniem dystansu do ojca, by odkryć dobro, które syn ma po nim.

Ja jestem wdzięczny za to, czego mogłem doświadczyć w kontakcie z moim ojcem – opowiada o. A. Grün. On bardzo wcześnie stracił rodziców. Wychował się w protestanckim Zagłębiu Ruhry, pracował w biurze kopalni. Nie podobało mu się to, że musiał pracować w dni, w które przypadały katolickie święta kościelne. Z tego powodu, po prostu wyprowadził się do katolickiego Monachium, nie mając żadnego zabezpieczenia. Nie miał pieniędzy, ale walczył o przetrwanie i otworzył swój sklep. Kiedy o tym opowiadał, zawsze mi imponował. Po jego śmierci moja siostra znalazła jego pamiętniki, które pisał w pierwszych latach po przeprowadzce do Monachium. Kiedy je czytałem, zrozumiałem, w jakim trudzie musiał szukać sam siebie i jak wiele rozczarowań przeżył na tej drodze. Ojciec był zawsze blisko nas. Jego sklep mieścił się w naszym domu. Dlatego mógł jadać z nami posiłki. Kiedy graliśmy z kolegami w piłkę nożną i kłóciliśmy się, gdy przegrywaliśmy, wychodził ze sklepu. Nie krzyczał na nas, tylko kazał nam ustawić się w dwóch szeregach. Potem mówił nam o prawdziwym duchu rywalizacji w sporcie. Na koniec musieliśmy sobie podać ręce i krzyknąć: Hip, hip, hura! Zawsze nas tym rozbrajał, toteż nasze mecze zazwyczaj kończyły się w dobrej atmosferze. W ten sposób sprawa była załatwiona. Dzisiaj niewielu ojców zajmuje się kłótniami swoich dzieci. Kłopotliwe sytuacje zostawiają na ogół do rozwiązania matkom, sami zaś zajmują się swoją pracą. Kiedy wspominam mojego ojca, jestem mu wdzięczny za to, że zajmował się nami i naszymi kłótniami bez moralizowania i bez robienia nam wyrzutów. Traktował je raczej jako okazję do nauczenia nas tego, że sportowiec musi nauczyć się przegrywać i mimo przegranej zachowywać się fair wobec przeciwnika.

Ponieważ mój ojciec musiał pokonać w życiu wiele trudności, dawał nam swobodę, gdy mieliśmy ochotę na jakąś eskapadę. Nigdy się nie bał, gdy wybieraliśmy się na dwa tygodnie w Alpy z rowerami i plecakami. Zawsze, gdy coś zaplanowaliśmy, popierał nasze plany. Nigdy nie starał się nas zniechęcać ani nie wyrażał swoich wątpliwości. Raczej był dumny z tego, że wymyśliliśmy coś, co innym wydawało się nierealne. Jako dzieci mieliśmy najdziksze pomysły. Kiedy miałem 7 lat, w naszym ogrodzie zrobiliśmy z bratem staw hodowlany. Ale ryby nie mogłyby przeżyć w nim zimy, dlatego zimowały w naszej wannie. Rodzina całymi tygodniami nie mogła się wykąpać. Do dziś dziwię się, że ojciec wykazywał zrozumienie dla takich pomysłów. Poza moim starszym rodzeństwem nikt się przeciwko temu nie buntował. Ojciec w czasie I wojny światowej był marynarzem. Cieszył się, kiedy w jeziorze złowiliśmy ryby i przenosiliśmy je potem do naszego stawu.

Kiedyś ze znalezionych gdzieś desek zbiłem ławkę. Kiedy była już gotowa, z dumą pokazałem ją mojemu ojcu. On usiadł na niej. I od razu się pod nim załamała. Wszyscy zaczęli się śmiać. Pierwsza próba się nie powiodła. Ale to nie powstrzymało mnie przed realizacją kolejnych pomysłów. Ojciec, który wspiera swoje dzieci, sprawia, że są one twórcze i potrafią cieszyć się życiem. My nigdy się nie nudziliśmy. Zawsze mieliśmy mnóstwo pomysłów, w co będziemy się bawić i co moglibyśmy zrobić. Kiedy później, w okresie dojrzewania, dyskutowaliśmy z nim, bo mieliśmy inne zdanie, nigdy uparcie nie obstawał przy swoim. Kiedy swoimi argumentami przypieraliśmy go do muru, zaczynał się śmiać. W ten sposób zmniejszał powagę dyskusji i kończył ją tak, że nikt nie czuł się przegrany. Także my przestawaliśmy traktować nasze własne argumenty śmiertelnie serio.

Jak w każdym archetypie, także w obrazie ojca tkwi wiele siły, ale także zagrożenie. Kto, jako ojciec nie daje dzieciom swobody, praktykuje patriarchalny styl przewodzenia i uważa, że o wszystkim może decydować, ten zniekształca prawdziwy obraz ojca. Myli go z nieomylnością i przemocowym dowodzeniem. Autorytarny staje się tylko ten, kto nie ma stabilnego ,,kręgosłupa”. Ponieważ tak naprawdę boi się konfliktów, ciągle musi walić pięścią w stół i udowadniać swój autorytet. To jednak nie jest prawdziwie męska postawa, lecz zniekształcony obraz mężczyzny. Za tym kryje się lęk przed zdetronizowaniem i zakwestionowaniem jego nieomylności. Mężczyźni, którzy nie mieli pozytywnego doświadczenia ojca, są nieufni. Mają wrażenie, że stale muszą się wykazywać i udowadniać swoją wartość. Ponieważ nie mogą odpocząć w sobie samych, ciągle czują się zmuszeni do aktywności, po to, by udowodnić, jak wiele męskiej siły w nich tkwi. Ale ona bez dobrego doświadczenia ojca najczęściej działa destrukcyjnie. Nie buduje, ponieważ jest narcystyczna. Nie chodzi o chęć stworzenia czegoś, lecz o wewnętrzną potrzebę sprawdzenia się, udowodnienia swojej wartości, aby być wreszcie zauważonym przez ojca. Także w polityce można zauważyć, jak destrukcyjnie na człowieka wpływa brak ojca. A nawet do odreagowania ran spowodowanych brakiem ojca używa się całego narodu.

Wielu mężczyzn oddających się całkowicie tylko sprawom zawodowym, broni się przed rolą ojca. Potrafią wprawdzie poprowadzić firmę, ale nie potrafią stworzyć relacji z własnymi dziećmi. W konfrontacji z nimi taki mężczyzna czuje, że nie może się ukryć za swoją rolą. Dzieci przypominają mu o jego własnych ciemnych stronach. One nie podziwiają biznesmena, który odnosi sukcesy. Są wyzwaniem dla niego jako człowieka. Ojcem staje się tylko ten, kto pozwoli, by dzieci pokazały mu jego ciemne strony. Konfrontacja z własną bezsilnością i ciemną stroną siebie samego jest warunkiem bliskości z dziećmi i wspierania ich w chwilach, gdy coś im się nie uda, gdy zawiodą. Wielu mężczyzn uważa, że w domu należy powielać stosowanie przepisu na sukces, który odnoszą w pracy. Ale to się nie udaje. W firmie pożądana jest szybkość i skuteczność. Rodzina zaś oczekuje tego, że ojciec będzie miał dla niej czas.

W naszych czasach są potrzebni mężczyźni świadomi swojego ojcostwa. Już w 60. latach ubiegłego stulecia A. Mitscherlich mówił o społeczeństwie pozbawionym ojców. Wielu z nich wtedy poległo na wojnie. Ale także dzisiaj psychologowie mówią o braku ojców: nie uczestniczą w wychowaniu dzieci, nie wspierają ich. Są niezadowoleni, że one rozwijają się inaczej, niż to sobie wyobrażali. Powierzają wychowanie dzieci matkom. Nie chcą się ciągle konfrontować z nimi. Ale dzieci potrzebują ojcowskiej energii, żeby mogły wzrastać. Chcą widzieć mężczyznę, z którym się walczy, a nie biznesmena, który swoją energię kieruje na zewnątrz, a w rodzinie chce mieć tylko spokój.

Nie tylko rodzina potrzebuje ojca, lecz także społeczeństwo. Ojciec jest potrzebny nie tylko swoim dzieciom. Przejmuje także odpowiedzialność wobec tych, którym się nie powiodło, którzy czują się osieroceni i opuszczeni, którzy znaleźli się na marginesie społeczeństwa. Ojciec jest tym, który nie traci głowy, gdy w rodzinie źle się dzieje. Nie unika odpowiedzialności. Nie stawia siebie ponad rodziną. Staje przed tymi, którzy sami nie mają mocnego kręgosłupa. Wielu księży przejmuje rolę ojca wobec innych ludzi. Nieprzypadkowo o zakonnikach mówi się, że są ,,ojcami”. Stają się nimi dla tych, którzy czują się zagubieni. Towarzyszą im na ich drodze. Dają oparcie, nie uzależniając od siebie. Można im zaufać.

Tak więc, dla ojca charakterystyczne są dwie postawy: zdecydowanie i wielkoduszność. Ojcowie działają wtedy, gdy tego wymaga sytuacja. Podejmują decyzje, zamiast odsuwać od siebie wszystkie problemy. Drugą postawą jest wielkoduszność. Obdarzeni nią ojcowie nie są małostkowi i ograniczeni. Mają wielkie serce. Wierzą w dzieci albo w tych, którym towarzyszą. Spodziewają się wiele po nich. Takich ojców o wielkich sercach potrzeba w naszych czasach.

 

Copyright 2015 - Bonifratrzy - Zakon Szpitalny św. Jana Bożego

realizacja: velummarketing.pl
do góry