Serce siedzi z Tobą w domu – zadbaj o nie

Serce nie lubi bezruchu, złej diety, przejadania się, poczucia zagrożenia, izolacji, samotności. To źle wpływa na jego kondycję, zwiększa ryzyko chorób serca. Niestety, od kilku tygodni – z powodu epidemii koronawirusa – tak właśnie wygląda nasze życie. Prawie nie wychodzimy z domu, ograniczyliśmy aktywność fizyczną, wielu z nas martwi się o pracę, o swoją przyszłość. Serce tego nie lubi, ale czy można dbać o serce siedząc w domu?

Zadajemy to pytanie na początku Tygodnia dla Serca, który jest obchodzony od 17 do 24 kwietnia. I razem z doktorem Wojciechem Ptaszyńskim, specjalistą kardiologiem z Poradni Kardiologicznej przy Szpitalu Zakonu Bonifratrów w Łodzi zachęcamy, by w ciągu tych kilku dni spojrzeć na to, jak teraz żyjemy, jak spędzamy czas, przebywając głównie – ze względu na pandemię – w naszych domach.

Zacznijmy od diety, od tego co jemy, ile i jak jemy. Przebywanie w domu to doskonała okazja, żeby zainteresować się tym, co ląduje na naszych talerzach. Sprawdzić, czy to co jemy służy naszemu zdrowiu, policzyć ile zjadamy kalorii, a ile potrzebuje nasz organizm, czy nie pozwalamy sobie teraz na więcej słodyczy, czy nie „zajadamy” stresu albo nudy.

– Pamiętajmy, że siedząc w domu możemy jeść o tych samych porach, regularnie – przypomina doktor W. Ptaszyński. – To bardzo dobrze wpływa na nasz organizm, pozwala też, jeśli się nie przejadamy, zrzucić kilka zbędnych kilogramów. To będzie dobry prezent dla serca, bo nadwaga szczególnie nie służy sercu i naszemu układowi krążenia.

Informacji o zdrowej diecie, o tym ile nam potrzeba kalorii, jak się odżywiać, żeby nie być głodnym i jednocześnie nie jeść za dużo nie brakuje w Internecie. Generalnie chodzi o stosowanie zróżnicowanej diety, jedzenie nieprzetworzonych produktów, eliminowanie słodyczy, ograniczenie spożycia mięsa, zwłaszcza wieprzowiny, tłustych wędlin, zwiększenie ilości spożywanych świeżych warzyw i owoców.

No dobrze, powie ktoś – dieta, to w miarę prosta sprawa. A co z aktywnością fizyczną? Mam spacerować po mieszkaniu? Owszem, na przykład rozmawiając z kimś przez telefon warto wstać i spacerować. Ale to oczywiście tylko dodatek do ćwiczeń, które można codziennie wykonywać w domu.

– Ćwiczenia trzeba dostosować do swojego wieku, kondycji fizycznej, stanu zdrowia, absolutnie nie przeciążać organizmu, nie bić rekordów, tym bardziej że pewnie większość z nas do tej pory nie ćwiczyła – radzi doktor Ptaszyński. – Zaczynajmy więc powoli, zdecydowanie lepiej posłuży nam zwykła gimnastyka, proste ćwiczenia, wykonywane na przykład przez 30-40 minut dziennie, ale wykonywane regularnie, minimum 4-5 razy w tygodniu.

Gimnastyka zmniejsza stres, pozwala poczuć się lepiej – nie tylko fizycznie, podnosi także nastrój, poczucie własnej wartości. A jeśli o stresie mowa: nie patrzmy ciągle w telewizor, nie denerwujmy się kolejnymi komunikatami. Lepiej poczytać wciągającą książkę, pograć z dziećmi w jakąś grę, obejrzeć wspólnie dobry, lekki film, pośmiać się, odpocząć. Nasze serce lubi odpoczynek, relaks, lubi zapomnieć o zmartwieniach. Lubi też wyciszenie, spokój. To tak samo ważne jak gimnastyka czy zdrowa dieta.

– Mówi się, że w zdrowym ciele zdrowy duch, ale i odwrotnie – jeśli ktoś jest mocny duchowo, wewnętrznie, to również ma to wpływ na jego zdrowie fizyczne – mówi doktor Ptaszyński. – Dlatego czas, kiedy musimy zostać w domu warto wykorzystać na rozwój duchowy. Można poczytać Biblię, jeśli ktoś jest wierzący, ale oczywiście propozycja inwestowania w swoje wnętrze nie dotyczy tylko osób wierzących. Postawienie na duchowość, poświęcenie temu nieco więcej czasu niż normalnie też uspokaja, przywraca pogodę ducha, a więc służy sercu.

Nie należy też poddawać się gorszemu nastrojowi z powodu samotności, szczególnie jeśli ktoś mieszka sam. Lekarstwo jest w zasięgu ręki – trzeba dzwonić do rodziny, znajomych, korzystać z wideo komunikatorów. Porozmawiać o wszystkim, zapytać co słychać u tych, z którymi dawno nie rozmawialiśmy, powspominać. Jeśli ktoś lubi pisać listy, może teraz nadrobić zaległości – tu też z pomocą przychodzi Internet, nie trzeba iść na pocztę. Dłuższy mail, kilka zdjęć sprawi radość adresatowi, a my dostaniemy – może jeszcze tego samego dnia – odpowiedź, która na chwilę pozwoli nam zapomnieć o tym, że nasze życie toczy się teraz głównie w domu.

Doktor Wojciech Ptaszyński zaznacza, że profilaktyka, zdrowy styl życia są oczywiście bardzo ważne, ale jeśli ktoś już leczy się z powodu jakiejś choroby serca czy układu krążenia, nie może zaniechać leczenia, przestać przyjmować leki.

– A to się teraz zdarza – zwykle przyczyną przerwania terapii jest to, że komuś skończyły się leki – mówi doktor Ptaszyński. – Często wynika to z tego, że zmieniło się nasze życie, jego rytm, nie wychodzimy prawie z domu, nie chodzimy do przychodni. I w efekcie ktoś zdaje sobie sprawę z tego, że skończyły mu się leki dopiero wtedy, kiedy nie znajduje ich na półce czy w szafce. Zapomniał zadzwonić po nową receptę, a teraz w atmosferze zagrożenia koronawirusem nie bardzo wie, jak to zrobić i decyduje się na przerwanie terapii. To może mieć groźne następstwa, dlatego trzeba jak najszybciej zadzwonić do swojej przychodni, poprosić lekarza POZ o przepisanie leków, które się przyjmuje.

Doktor Wojciech Ptaszyński dodaje, żeby nie odkładać kontaktu z lekarzem, jeśli się źle poczujemy. I nie chodzi tu tylko o dolegliwości sercowe – na przykład ból w klatce piersiowej, duszności, wysokie ciśnienie tętnicze, omdlenia.

– Ktoś może umrzeć na przykład w wyniku powikłań nieleczonego zapalenia wyrostka robaczkowego, ponieważ obawia się wizyty w szpitalu, bojąc się zakażenia koronawirusem – mówi doktor Ptaszyński. – Podobne sytuacje mają miejsce u pacjentów z chorobami układu krążenia. Zdarza się, że z powodu obaw przed przyjazdem karetki pogotowia ratunkowego chorzy nie wzywają pomocy mając bóle w klatce piersiowej czy nasilenie duszności. Może to skutkować zaostrzeniem choroby niedokrwiennej serca, w konsekwencji zawałem mięśnia sercowego lub zaostrzeniem niewydolności serca. Pamiętajmy, że obecna epidemia nie eliminuje innych schorzeń. Mogą być one nadal groźne, szczególnie wtedy, gdy nie skontaktujemy się w porę z lekarzem.

Copyright 2018 - Bonifratrzy - Zakon Szpitalny św. Jana Bożego

realizacja: velummarketing.pl
do góry