Pandemia to stresor, którego nie zawsze uda się pokonać bez pomocy psychologa

Rozmowa z Katarzyną Mikinką, psychologiem ze Szpitala Zakonu Bonifratrów w Łodzi

Słyszymy często o tym, że ktoś ciężko przeszedł COVID-19, że obawiano się o jego życie, że po ustąpieniu choroby jeszcze długo był osłabiony. Ale koronawirus osłabia nie tylko ciało, jest groźny także dla naszej psychiki. Dlaczego?

Już samo zagrożenie spowodowane COVID-19 jest ogromnym stresorem, czyli bodźcem wywołującym stres, nie mówiąc już o ciężkim przechorowaniu zakażenia koronawirusem. I kiedy przychodzi nam się z tymi zagrożeniami zmierzyć, na pewno odczujemy ich wpływ na nasze codzienne funkcjonowanie, na naszą psychikę – mogą one zagrażać równowadze wewnętrznej, wzmagać poczucie bezsilności, bezradności, wykluczenia, lęku, niepewności, gniewu. Lęk i bezradność mogą być reakcją na poczucie zagrożenia i niepewności, a złość czy gniew są formą odzyskania kontroli nad sytuacją. Z tymi emocjami trudno sobie poradzić, mogą one wpływać na nasze relacje z najbliższym otoczeniem, powodować oddalenie, konflikty, wycofanie z kontaktów. Dodatkowo w kryzysie może towarzyszyć nam uczucie pobudzenia, niepokoju, trudności ze snem, poczucie utraty sensu, brak motywacji do podejmowania codziennych aktywności. Generalnie pandemia uderza w nasze podstawowe potrzeby psychiczne, między innymi w poczucie bezpieczeństwa, odbiera nam poczucie kontroli i wpływu na bieg własnego życia. I nie chodzi tu tylko o stres wywołany groźbą utraty życia przy ciężkim przebiegu choroby.

Ma Pani na myśli także skutki izolacji, obostrzeń, które wprowadzono w związku z pandemią?

Tak, pandemia wpływa na naszą równowagę wewnętrzną także poprzez konieczność izolacji, ograniczoną możliwość przemieszczania się, utrudnione kontakty społeczne, restrykcje dotyczące choćby noszenia maseczek. Może czasem nie zdajemy sobie z tego sprawy, ale przecież to wszystko odbiera nam możliwość dokonywania wolnych wyborów, decydowania o sobie i nawet, jeśli dzieje się tak dla ochrony naszego zdrowia, to jednocześnie może negatywnie wpływać na nasz dobrostan psychiczny. Więcej – konsekwencje COVID-19 mogą być odroczone w czasie, długofalowe. Koronawirus i zagrożenie, jakie ze sobą niesie są więc testem dla naszych zdolności adaptacyjnych, umiejętności właściwego radzenia sobie ze stresem, a one są bardzo indywidualne. Może być tak, że nasze dotychczasowe sposoby radzenia sobie w sytuacjach trudnych w przypadku skutków pandemii okażą się niewystarczające albo nieskuteczne.

Pandemia pewnie przytłacza nie tylko tych, którzy ciężko przechorowali COVID-19 czy bali się zagrożenia tą chorobą, ale także ich bliskich, rodziny, nawet wtedy, gdy nikt z jej członków nie zaraził się koronawirusem. W tym ostatnim przypadku psychikę „zgniata” nam obawa o zdrowie i życie bliskich?

Może tak być. Skutki emocjonalne COVID-19 nie zawsze są spowodowane zachorowaniem i bezpośrednim zagrożeniem życia czy byciem świadkiem tego typu sytuacji, byciem w grupie szczególnego ryzyka, pozostawaniem w kwarantannie lub konfrontowaniem się z informacją o śmierci bliskiej osoby lub jej groźbie. Już samo niebezpieczeństwo dla zdrowia i życia, jakie przyniósł ze sobą koronawirus wywołuje w niektórych osobach znaczny lęk objawiający się zamartwianiem, natrętnymi myślami, wzmożoną czujnością, nieustanną obserwacją siebie lub bliskich, analizą najmniejszych sygnałów płynących z ciała, a niekiedy nawet atakami paniki. To, czy martwimy się bardziej o siebie czy o innych, zależy od sytuacji, w której się znajdujemy. Osoby samotne doświadczają obaw dotyczących siebie samych, ale zazwyczaj większość z nas ma rodziców, dzieci, przyjaciół i wówczas strach koncentrować się będzie wokół ich zdrowia, bo często bardziej martwimy się o innych niż o siebie.

Mówimy o lęku, bezradności, zamartwianiu się, ale przecież COVID-19 może nam zrujnować życie zawodowe (utrata pracy), utrudnić powrót do pracy, wywołać kryzys w relacjach rodzinnych. A stąd także już tylko krok do sporych problemów emocjonalnych…

Oczywiście, każde wydarzenie kryzysowe boleśnie obnaża najsłabsze obszary naszego życia, dotyka najczulszych punktów psychiki oraz uwypukla problemy, które mogły istnieć wcześniej, ale którym z jakichś powodów nie poświęcaliśmy im naszej uwagi i czasu. I pandemia jest tu takim „detonatorem” bomby, problemów emocjonalnych, z których istnienia może czasem nie zdawaliśmy sobie sprawy.

Wspomniała Pani, że już sama izolacja może spowodować pojawienie się zaburzeń psychicznych. Dlaczego zamknięcie w domu, który dla większości z nas jest miejscem dającym poczucie bezpieczeństwa, rodzi takie problemy?

Izolacja, obostrzenia, ciągłe śledzenie doniesień medialnych dotyczących pandemii, niepewność jutra, ograniczony dostęp do opieki zdrowotnej, zwiększona ilość pracy lub jej utrata, radykalna zmiana dotychczasowego stylu życia, utrata swobody, własnej rutyny mogą powodować obniżenie nastroju, natrętne myśli, bezsenność, napięcie, a w konsekwencji prowadzić do rozwoju zaburzeń psychicznych. Te czynniki: silne emocje, stres, mogą też powodować powrót czy nasilenie dolegliwości, z którymi zmagały się osoby, cierpiące wcześniej na zaburzenia lękowe, zaburzenia depresyjne, zespół stresu pourazowego oraz nadużywanie substancji psychoaktywnych. Wiele zależy od tego, jak ktoś do tej pory radził sobie z różnymi trudnościami i wyzwaniami życiowymi, czyli od indywidulanych zdolności adaptacji do zmiany. A silne emocje i przewlekły stres obniżają odporność i zdolności przystosowania się do nowej sytuacji. Ogromne znaczenie odgrywa tutaj także wsparcie ze strony otoczenia (bliskich lub instytucji), które może być niezwykle pomocne i jest pewnym chroniącym psychikę buforem. Dlatego tak ważne jest podtrzymywanie kontaktów społecznych.

Pozostańmy przez chwilę przy zdolnościach do przystosowywania się do trudnych sytuacji. Wiadomo, że jeden ma ich więcej, drugi mniej, ale dlaczego nie umiemy sobie radzić czasem nawet z niewielkimi zagrożeniami dla psychiki? Dostrzec, że wyolbrzymiamy zagrożenie, wpadamy niepotrzebnie w panikę, że zamiast tonować, nakręcamy emocjonalne rozchwianie?

Bo to wcale nie jest takie łatwe, jak się wydaje. Łatwo mówić: nie należy nakręcać się, tylko szukać pomocy, pozytywów, przypomnieć sobie, jak już radziłem sobie w podobnej sytuacji. Ale kiedy doświadczamy trudnych emocji – złości, lęku, smutku – to pojawia się w nas natychmiast takie pragnienie, żeby odsunąć je od siebie, zagłuszyć, bo powodują dyskomfort. Niektórzy te emocje próbują zagłuszyć substancjami psychoaktywnymi: lekami nasennymi, alkoholem czy narkotykami. I choć ten sposób może przynieść chwilową ulgę, to w konsekwencji piętrzy trudności emocjonalne, zdrowotne i społeczne. Im bardziej próbujemy je tłumić czy wypierać, tym trudniej będzie nam sobie z nimi poradzić. Dlatego warto pamiętać, że emocje są źródłem ważnych informacji o nas samych i o naszych spełnionych lub niespełnionych potrzebach. I pierwszym ważnym krokiem w zadbaniu o poprawę swojego samopoczucia jest uznanie, że tak jest, czyli zauważenie i zaakceptowanie emocji oraz uświadomienie sobie, że one przemijają. Kolejnym krokiem powinno być zrozumienie, że nasze natrętne myśli czy przekonania, dotyczące danej sytuacji, nie są obiektywnymi faktami z rzeczywistości, a jedynie naszą jej interpretacją, która niekiedy bywa błędna i potrafi wprowadzić nas w pułapkę.

Co jest wyraźnym sygnałem, że ktoś z najbliższej rodziny, przyjaciół ma kłopoty emocjonalne? Jak mu na to zwrócić mu uwagę, kiedy doradzić, by szedł do psychologa?

Sygnałami, które powinny obudzić czujność otoczenia jest każde zachowanie bliskiej osoby, odbiegające od na ogół przez nią prezentowanych, które powoduje znacznie zmienione funkcjonowanie. W niektórych sytuacjach może to być większa drażliwość, nerwowość, czasem nawet wybuchy złości, agresja słowna, czy też nietypowe dla danej osoby wycofanie z życia, apatia, smutek, unikanie kontaktów z otoczeniem, płaczliwość. Zachowania, które bezwzględnie powinny zwrócić uwagę otoczenia to wypowiadane myśli samobójcze, szczególnie w przypadku, kiedy ktoś z naszych bliskich jest w podeszłym wieku, choruje lub chorował na depresję, zaburzenia lękowe oraz przewlekłe choroby somatyczne.

Na czym polega pomoc psychologa, jak wygląda terapia?

Pomoc psychologa opiera się przede wszystkim na rozmowie, w czasie której specjalista słucha pacjenta, poświęca mu całą uwagę i czas, dając równocześnie swoją wiedzę i umiejętności. Psycholog nie ocenia, nie poucza, nie daje rad, nie mówi, co pacjent powinien robić, a czego nie. Prowadzi rozmowę w taki sposób, aby pacjent mógł lepiej zrozumieć swoją sytuację, problem i aby sam mógł dojść do najlepszego dla siebie rozwiązania. Pomoc psychologiczna ma więc na celu zwiększenie samoświadomości pacjenta, zrozumienie własnych emocji, zachowań i myśli oraz tego, jak one wpływają na jego życie. Psycholog nie narzucając gotowych rozwiązań czy własnych przekonań, poprzez empatię, zaangażowanie i szacunek, pomaga pacjentowi lepiej poznać samego siebie i zwiększyć wpływ na swoje życie. Zawsze to jednak pacjent decyduje, czym chce się zająć, korzystając z pomocy psychologa i jaki będzie cel tej pracy oraz na ile głęboko chce poruszać pewne kwestie. Taką pomoc porównałabym do porządków – psycholog pomaga pacjentowi uporządkować swoje życie lub pewien jego obszar, przyjrzeć się temu, z czym czasem trudno uprać nam się samemu, co nas przerasta. Ale to pacjent decyduje, jak gruntowne będą te porządki, od czego je zacznie. Terapia to także wyjątkowa okazja, aby – bez względu na rodzaj problemu – poczuć się ważnym, wysłuchanym, zrozumianym i zaopiekowanym.

Psycholog to dla wielu bariera nie do przeskoczenia – po pierwsze, dlatego że to „wstyd” do niego iść, po drugie: jak się do niego dostać?

Pandemia wiele zmieniła w naszym życiu, ale nie wszystko na gorsze. W moim odczuciu ostanie dwa lata zmieniły nastawienie społeczne do pomocy psychologicznej, zwiększyły otwartość na nią, zwiększyły dostępność takiego wsparcia, co z pewnością jest pozytywnym następstwem pandemii. Okazało się bowiem, że problemy związane z pandemią przerastają nasze zdolności radzenia sobie z nimi oraz są powszechne – dotykają naszych krewnych, znajomych sąsiadów. Tym, którzy wciąż z jakichś powodów kojarzą korzystanie ze wsparcia psychologa jako słabość lub wstyd przypominam, że gdy boli nas ząb lub mamy problemy ze wzrokiem udajemy się na konsultację do stomatologa czy okulisty, aby w ten sposób zadbać o nasze ciało. Tak samo warto i trzeba zadbać o swoją psychikę. Pamiętajmy, że COVID-19 rozszerzył także kontaktowanie się online, przez Internet. To w pewnej mierze staje się znakiem naszych czasów i sprawia, że również pomoc psychologiczna staje się bardziej dostępna i „oswojona”. Nie tylko dla osób, które z racji miejsca zamieszkania, choroby lub niepełnosprawności mają ograniczone możliwości korzystania z niej w przychodni, ale także dla tych, którzy obawiają się, czasem wstydzą się pójść do psychologa lub po prostu cenią sobie komfort i bezpiecznie czują się we własnym domu.

Katarzyna Mikinka. Psycholog, absolwentka studiów podyplomowych na kierunku: psychoonkologia. Pracuje na Oddziale Medycyny Paliatywnej w Szpitalu Zakonu Bonifratrów w Łodzi, gdzie od kilku lat wspiera pacjentów onkologicznych oraz ich rodziny. Poprowadzi specjalistyczne webinary dla studentów medycyny, dotyczące komunikacji z pacjentem onkologicznym

Copyright 2018 - Bonifratrzy - Zakon Szpitalny św. Jana Bożego

realizacja: velummarketing.pl
do góry