Wolontariat

WOLONTARIAT – PRZYGODA ,O KTÓREJ NIGDY NIE ZAPOMNISZ

Kilka lat temu wolontariat w Marysinie był prężnie działając grupą. Choć byliśmy bardzo młodzi, ówczesny Przeor Franciszek, doskonale przygotował nas do tej nowej roli. Każdy z nas wiedział doskonale dla kogo i po co przychodzi do szpitala. Dziś myślę, że ta świadomość spowodowała, że mieliśmy poczucie odpowiedzialności i byliśmy niemal nie do zastąpienia dla naszych podopiecznych. Praca w szpitalu opierała się główne na byciu z pacjentem. Rozmowa, a często samo słuchanie opowieści pacjentów było dla nich chwilami zapomnienia o chorobie.
Byliśmy bardzo młodzi i mieliśmy wiele pomysłów. Staraliśmy się robić dla naszych przyjaciół ze szpitala niemalże wszystko. Do dziś dnia wspominam z uśmiechem Panią Zosię i Panią Stasię- dwie przyjaciółki , które przyjeżdżały do szpitala co roku na turnus rehabilitacyjny. Choć były bardzo schorowane nigdy nie odmawiały sobie przyjemności wyjścia do Bazyliki Świętogórskiej bądź na letnie grillowanie w moim domu. Pamiętam doskonale ich niesamowitą pogodę ducha w czasie postępującej choroby. Nigdy nie narzekały i nigdy nie skarżyły się na ból. Do dziś dnia Je za to podziwiam. Obserwacja chorych ludzi uczy nas wielkiej pokory i daje siły do pracy nad sobą.
Jestem przekonana o tym, że bezinteresowne bycie i służenie drugiemu człowiekowi jest nieocenione. My chcieliśmy robić jeszcze coś więcej. Tak zrodził się pomysł organizowania pikników rodzinnych. Miałam wielką przyjemność być współorganizatorką takich spotkań. Wdziałam w tym wiele korzyści: rozrywka dla pacjentów, działanie na rzecz lokalnego środowiska , ale przede wszystkim szerzenie idei wolontariatu. Główną atrakcję każdego festynu było przedstawieni teatralne. Grane i reżyserowane tylko przez nas. Gdy o tym myślę, wspominam ile ról musiałam dopisać do scenariusza, żeby każdy kto chciał mógł zagrać. Tak naprawdę w takich przedsięwzięciach nie liczą się uzdolnienia tylko chęci i dużo radości w sercu.
Obszarów do działania w wolontariacie było bardzo wiele. Zaczynaliśmy od samego bycia z pacjentami. Chcieliśmy stworzyć dla nich atmosferę przyjazną i wesołą. Jestem pewna, że dokonaliśmy tego. Wielu pacjentów mile nas wspomina . Byli tacy wolontariusze, którzy przychodzili dawać „poczucie szczęścia” pacjentom każdego dnia. Chcąc urozmaicić ich pobyt w szpitalu organizowaliśmy festyny i koncerty, przygotowywaliśmy wieczory poetyckie, wystawiliśmy przedstawienia teatralne, wydawaliśmy naszą własną gazetkę- Granadę Marysińską, Robiliśmy to wszystko aby osiągnąć jeden cel, aby zobaczyć na twarzach innych osób radość i uśmiech.
Cała nasza niesamowita i prężna działalność nie zaistniałaby gdyby nie ówczesny Przeor Franciszek Salezy Chmiel. To Przeor dbał o nasze duchowe zaangażowanie w pracę . Dzięki Niemu każdy nasz pomysł miał szansę być zrealizowany. Z perspektywy czasu myślę, że takich niesamowitych ludzi jak Przeor spotyka się raz w życiu i pamięta się o nich na zawsze.
O czasie spędzonym w „marysińskich” murach myślę z wielkim sentymentem. Czas spędzony z chorymi i niepełnosprawnymi to czas wielkiej pracy nad sobą. Cierpliwość, zrozumienie, pokora, dystans do siebie i do innych – to cechy , których nauczył mnie wolontariat. Dawał mi też wiele satysfakcji i radości.
Tak naprawdę nie wiele potrzeba, aby zostać wolontariuszem. Wystarczy chcieć! Dlatego nie zastanawiajcie się czy warto. Uwierzcie mi pomagać innemu .. zawsze warto.
Jagoda

 

Copyright 2018 - Bonifratrzy - Zakon Szpitalny św. Jana Bożego

realizacja: velummarketing.pl
do góry